„Partner Roku” – laureaci lipcowej edycji konkursu Kolportera

Od lipca pięciu co miesiąc

Departament Sieci Własnej Kolportera co miesiąc wybiera najlepszych partnerów prowadzących saloniki prasowe i salony Top-Press. Oceniane są m.in. wysokość sprzedaży i jakość obsługi klientów. Od lipca br., w związku ze zmianami w strukturze Departamentu, każdego miesiąca wybieranych jest pięciu laureatów konkursu „Partner Roku”. Właśnie ich prezentujemy w bieżącym numerze.

 

Pani Marta Żur

Pani Marta Żur

Doba za krótka
Marta Żur z Hrubieszowa
Pani Marta z Kolporterem współpracuje już czwarty rok. – Wcześniej przez rok pracowałam w saloniku jako sprzedawczyni. Właściciel zaproponował mi przejęcie saloniku – mówi Marta Żur. – Trzeba było podjąć jakąś decyzję. Zgodziłam się. Po kilku miesiącach dostałam kolejny salonik i tak jakoś poszło. Trzeba powiedzieć, że raczej jestem zadowolona z tej decyzji. Muszę jednak podkreślić, że nie sama pracuję na sukces. Zawsze powtarzam, że to nie są tylko moje saloniki. Fakt, że to ja podpisuję dokumenty, jeszcze nic nie oznacza. Mam super skład, który wspiera mnie we wszystkim. Pracuje ze mną pięć osób, bez których na pewno nie osiągnęłabym aż tyle.
Oprócz prasy w salonikach pani Marty sprzedawane są też papierosy, słodycze, cygaretki, leki. – Jeśli chodzi o gazety, to w tej okolicy, gdzie są nasze saloniki, nie mamy praktycznie konkurencji. Nasze punkty mieszczą się w marketach i dyskontach, a cała konkurencja ulokowana jest w centrum Hrubieszowa. Z lokalizacji jestem więc zadowolona.
Pracy jest za dużo. – Czasami chciałabym wydłużyć dobę do 48 godzin. Oprócz saloników muszę przecież znaleźć jeszcze czas dla dziecka i rodziny – dodaje partnerka z Hrubieszowa.

 

Pani Małgorzata Lis

Pani Małgorzata Lis

W lipcu też zwycięstwo
Małgorzata Lis z Leszna
Pani Małgorzata praktycznie każdego miesiąca jest w gronie laureatów konkursu, nic dziwnego, że o niej piszemy najczęściej. Przypomnijmy też – partnerka prowadząca punkty w Lesznie i we Wschowej została niedawno Partnerką Roku.
Saloniki pani Małgorzaty cały czas się rozwijają – w jednych z nich pojawił się punkt ajencji pocztowej, wkrótce zostanie on wdrożony też w drugim saloniku. A jakby tego było mało, to Małgorzata Lis zapisała się jeszcze na kurs języka angielskiego oraz obsługi komputera. – Czasami gdy budzę się rano, to myślę sobie, że okrutnie nie chce mi się wstawać z łóżka, ale potem szybko mobilizuję się do pobudki. A potem to już jakoś leci! – mówi z uśmiechem.

 

 

Pani Małgorzata Gerus

Pani Małgorzata Gerus

Trwa na posterunku
Małgorzata Gerus z Kolonowskiego
– Ponad trzy lata temu znaleźliśmy z mężem ogłoszenie, że Kolporter poszukuje osób, chętnych do prowadzenia saloniku prasowego – wspomina Małgorzata Gerus. – Zupełnie spontanicznie zdecydowaliśmy, że spróbujemy. Na początku poświęcaliśmy się temu oboje, teraz już ja sama prowadzę ten punkt. Mam kilku pracowników, którzy mnie w tym wspierają. W tej chwili ja zajmuję się najczęściej logistyką. Choć czasami staję też za ladą. Uważam, że w ten sposób najlepiej dogląda się interesu, dlatego dwa razy w tygodniu sprzedaję w saloniku.
W ofercie, oprócz prasy, są też papierosy, zabawki – taki typowy dla saloniku asortyment. Najlepiej sprzedają się papierosy i tytoń. Większość kupujących to stali klienci. Pracownicy pani Gerus starają się, aby byli zadowoleni. Wiedzą, że miła obsługa i dużo uśmiechu to podstawa w handlu.
– Prowadzenie saloniku to naprawdę czasochłonne zajęcie. Niekiedy wątpię, czy sobie poradzę, ale potem kryzysy mijają i nadal trwam na posterunku.

 

Pani Agnieszka Gawryś

Pani Agnieszka Gawryś

Lubię tę pracę
Agnieszka Gawryś z Mielca
Salonik Agnieszki Gawryś znajduje się w centrum mieleckiej starówki. Partnerka Kolportera przejęła go pięć lat temu. – Wcześniej sama byłam zatrudniona w podobnym punkcie, jako sprzedawca – mówi. – Straciłam pracę i rozglądałam się za nowym zajęciem. Wtedy właśnie dowiedziałam się, że jest poszukiwany ktoś do prowadzenia saloniku. Potrzebne było zastępstwo, bo dotychczasowy właściciel słabo sobie radził. I w ten sposób tutaj trafiłam. Wymagało to trochę wysiłku, ale udało mi się wyprowadzić mój punkt na prostą.
Salonik pani Agnieszki jest otwarty od godziny 6 do 19. Partnerce w pracy pomaga jedna sprzedawczyni. – Oczywiście, to nie jest tak, że otwieram salonik, zamykam i na tym moja praca się kończy. Trzeba przyjść wcześniej, rozłożyć prasę, zrobić zwroty, myśleć o wdrożeniu promocji. To wymaga zaangażowania. Ale ja lubię swoją pracę. Dlatego nie zmieniam jej od tylu lat. Uważam, że jeśli nie ma się zamiłowania do tego, co się robi, to nie da się pracować. Z większością klientów, którzy do mnie zaglądają, znamy się od lat. To najczęściej osoby starsze, albo właściciele i pracownicy pobliskich sklepów. Wiem już, co kto z nich kupuje. Zdarza się, że klientka przychodzi i mówi: pani Agnieszko, to co zwykle. Zawsze pamiętam o tym, że uśmiech i życzliwość to w zawodzie sprzedawcy podstawa.

 

Salonik jak dziecko
Monika Kierdelewicz z Białegostoku
– Wcześniej pracowałam jako audytor w jednej z firm tytoniowych. Wtedy poznałam menadżera z Kolportera i tak od słowa do słowa doszliśmy do tego, że mogłabym poprowadzić salonik prasowy. Uznałam, że to sposób na rozwój zawodowy. Swój punkt otworzyłam na jednym z osiedli na obrzeżach miasta, wszystko tworzyłam od podstaw. Muszę stwierdzić, że to jedna z lepszych lokalizacji.
To typowy salonik osiedlowy, przychodzą tu w większości mieszkańcy, czyli przeważnie pani Monika ma stałych klientów. – Z niektórymi jestem nawet na „cześć”. Ale też staram się, aby byli zadowoleni z obsługi. Jestem miła, uśmiechnięta, szczera. Jeśli klient poszukuje czegoś, czego akurat nie mam u siebie, to na pewno to sprowadzę. Nie zawsze jest łatwo, jak to w pracy, która wiąże się z bezpośrednim kontaktem z ludźmi, ale ja lubię wyzwania. W pobliżu nie ma żadnej konkurencji, która sprzedawałaby prasę, więc na lokalizację nie mogę narzekać.
Salonik jest czynny przez cały tydzień. W dni powszednie przez czternaście godzin, w weekendy trochę krócej. Pani Monika zatrudnia jedną sprzedawczynię, bo jak przyznaje sama nie dałaby rady. – Pracuję minimum osiem godzin dziennie, a zdarza się, że od rana do wieczora. Poświęcam temu chyba więcej, niż jedną trzecią życia. Ale ten salonik, to moje dziecko, muszę o niego dbać.

 

Monika Wojniak-Żyłowska

Brak komentarzy

Trackback URI | RSS komentarzy

Napisz komentarz