Gazeta czy papierowy magazyn nie są firewallem. Nie zablokują fałszywego telefonu i nie cofną przelewu wykonanego pod presją oszusta. Mogą jednak zrobić coś, czego w krytycznej chwili często brakuje: ostrzec, wytłumaczyć mechanizm manipulacji i przekazać prostą instrukcję działania. Dla redakcji to sprawdzian społecznej użyteczności medium, któremu starsi czytelnicy od lat powierzają swój czas i zaufanie.

Schemat ataku zwykle zaczyna się niewinnie. Telefon rzekomo z banku. Wiadomość o dopłacie do paczki. Prośba „wnuczka” piszącego z nowego numeru. Reklama inwestycji z twarzą znanej osoby. Potem pojawia się ten sam mechanizm: strach, tajemnica i przymus natychmiastowego działania. Nie wolno się rozłączyć. Nie wolno nikomu powiedzieć. Trzeba podać kod, zainstalować aplikację, przelać pieniądze na „bezpieczne konto” albo przekazać gotówkę rzekomemu policjantowi czy kurierowi. Oszuści to najczęściej nie błyskotliwi hakerzy, dysponujący unikalnymi umiejętnościami i wiedzą informatyczną. To tylko sprytni manipulanci, działający według stałych schematów. Na ich celowniku znajdują się głównie seniorzy.
Dane opublikowane 26 czerwca 2026 roku przez BIG InfoMonitor i BIK pokazują skalę problemu. Od kwietnia 2025 do kwietnia 2026 roku 1109 osób w wieku powyżej 65 lat zgłosiło próby wyłudzeń na skradzioną tożsamość. Łączna kwota tych prób przekroczyła 15,7 mln zł, czyli średnio ponad 43 tys. zł dziennie.
Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor, komentuje: „Oszuści nie tylko czyszczą konta seniorów za pomocą manipulacji i socjotechnik, ale coraz częściej zaciągają w ich imieniu gigantyczne zobowiązania kredytowe za pomocą danych ze skradzionych dowodów osobistych czy wyłudzonych danych uwierzytelniających. Dla osoby utrzymującej się z emerytury spłata nieswojego długu o wartości kilkudziesięciu tysięcy złotych staje się obciążeniem, z którym nie są w stanie sobie poradzić”.
Najnowsze statystyki pokazują, że ponad 345,5 tys. seniorów ma zaległe zobowiązania kredytowe i pozakredytowe o wartości blisko 11,8 mld zł. Średnio na jedną zadłużoną osobę przypadało 34 132 zł zaległości. Te dane, w połączeniu z przytoczonymi wcześniej statystykami dotyczącymi oszustw pokazują, jak kruchy bywa finansowy margines bezpieczeństwa seniorów.
Nie bezradni. Narażeni
Najgorszą odpowiedzią na te dane byłoby powtarzanie stereotypu o seniorze, który „nie nadąża za technologią”. Taki język upokarza, usypia czujność młodszych pokoleń i nie opisuje rzeczywistości. Oszustwa nie działają dlatego, że ich ofiary są nierozsądne. Działają, bo przestępcy zawodowo wykorzystują emocje, autorytet instytucji, presję czasu i informacje zebrane wcześniej z wielu źródeł.
Badanie programu „Cyberdojrzali. Bądź mądrzejszy od oszusta”, przeprowadzone pod koniec 2025 roku przez SW Research na zlecenie Banku Pocztowego, pokazuje zresztą rosnącą świadomość internautów 60+. Aż 90 proc. badanych seniorów deklarowało unikanie podejrzanych linków, a 89 proc. – stosowanie silnych haseł. Metodę „na wnuczka” znało 85 proc., podszywanie się pod pracownika banku – 72 proc., a fałszywą dopłatę do paczki – 71 proc.
Nie ma więc podstaw, by opisywać starsze pokolenie jako ludzi biernych i nieświadomych. Jest jednak druga strona wyników. Deepfake rozpoznawało jako zagrożenie tylko 28 proc. seniorów, fałszywe sklepy z markowymi towarami w podejrzanie niskich cenach – 34 proc., a phishing – 55 proc. To właśnie w luce między dobrą znajomością starych metod a słabszym rozpoznaniem nowych technik rośnie pole działania przestępców.
Warto zachować metodologiczną ostrożność. Badanie zrealizowano online, na próbie 1032 osób, w tym 368 respondentów 60+. Opisuje więc przede wszystkim seniorów już korzystających z internetu, prawdopodobnie sprawniejszych cyfrowo niż część całej populacji osób starszych. Tym bardziej nie wolno wyciągać z niego wniosku, że problem został rozwiązany. Można natomiast powiedzieć coś ważnego: edukacja działa, lecz musi być stale aktualizowana.
W tym samym badaniu 46 proc. wszystkich uczestników deklarowało kontakt z próbą cyberoszustwa, a 12 proc. osób, które zetknęły się z takim zdarzeniem, wskazywało, że próba zakończyła się powodzeniem. Najczęściej wymieniano dopłatę do paczki, podszywanie się pod pracownika banku oraz wyłudzenia za pomocą e-maila, SMS-a lub phishingu. To katalog, który redakcje poradnikowe mogą przekładać na prostą, regularną edukację.
Światowa fabryka oszustw
Polska nie jest wyjątkiem, a przestępczość skierowana przeciw osobom starszym nie jest lokalną serią incydentów. To część globalnego przemysłu, który korzysta z centrów telefonicznych, fałszywych platform inwestycyjnych, kradzionych baz danych, kryptowalut i narzędzi sztucznej inteligencji.
Najnowszy raport amerykańskiego Internet Crime Complaint Center FBI pokazuje skalę, której nie sposób zlekceważyć. W 2025 roku osoby w wieku 60+ złożyły 201 266 skarg dotyczących cyberprzestępczości. Zgłoszone straty wyniosły 7,748 mld dolarów – o 59 proc. więcej niż rok wcześniej. Liczba skarg wzrosła o 37 proc., średnia zgłoszona strata wyniosła 38,5 tys. dolarów, a 12 444 osoby straciły ponad 100 tys. dolarów. Najczęściej zgłaszaną kategorią w tej grupie był phishing i podszywanie się pod inne podmioty – 48 064 skargi. Dalej znalazły się oszustwa „na pomoc techniczną” i inwestycje.
Polskich danych BIG/BIK i statystyk FBI nie można porównywać jeden do jednego. Różnią się granicą wieku, metodą zbierania danych i zakresem zjawiska. Amerykanie liczą skargi osób 60+ dotyczące wielu kategorii cyberprzestępstw; polskie 1109 przypadków dotyczy wykrytych prób wyłudzeń na skradzioną tożsamość w grupie 65+. Zestawienie ma jednak sens jako ostrzeżenie: wraz z cyfryzacją finansów rośnie nie tylko liczba kontaktów z oszustami, ale także wartość pojedynczej szkody.
W tej globalnej fabryce przestępcy coraz częściej nie potrzebują perfekcyjnej znajomości języka ani kosztownej technologii. Sztuczna inteligencja poprawia styl wiadomości, generuje reklamy, podrabia głos i obraz. Dane o rodzinie można znaleźć w mediach społecznościowych. Numer telefonu można sfałszować tak, by na ekranie pojawiła się nazwa banku. Cały atak może wyglądać profesjonalnie – i właśnie dlatego stara rada „przecież od razu widać, że to oszustwo” straciła sens.
Druk nie jest talizmanem
Czy w takiej sytuacji prasa drukowana rzeczywiście może chronić? Tak, lecz tylko pod warunkiem, że nie będziemy traktować jej jak magicznego talizmanu. Papier nie aktualizuje się w czasie rzeczywistym. Wydanie zamknięte kilka dni wcześniej nie ostrzeże przed kampanią uruchomioną dziś rano. Przewaga druku leży gdzie indziej.
Po pierwsze, magazyn nie zmusza do reakcji. Czytelnik może odłożyć tekst, wrócić do niego, podkreślić zdanie, pokazać je bliskiej osobie. Nie ma licznika odmierzającego dziesięć minut do „blokady konta”, wyskakującego okna ani rozmówcy, który zabrania się rozłączyć.
Po drugie, treść przechodzi przez redakcyjny proces odpowiedzialności. Jest podpisana, zamknięta w numerze, możliwa do sprawdzenia. Papier pozostawia ślad – nie da się po cichu zmienić nagłówka po publikacji. Nie oznacza to nieomylności, ale tworzy mocniejszy obowiązek staranności.
Po trzecie, druk sprzyja powtarzalności. Kartkę z zasadami można wyciąć, położyć przy telefonie, przykleić na lodówce. Numer alarmowy nie znika w historii przeglądarki, a instrukcji nie zasłania kolejne powiadomienie.
Po czwarte, magazyn może dotrzeć do odbiorcy w środowisku, które już zna i wybiera. Polskie Badania Czytelnictwa podają, że w 2024 roku rozdystrybuowano ponad 281 mln egzemplarzy prasy drukowanej i cyfrowej, z czego 94 proc. stanowiła prasa płatna. W badaniu zasięgu 82 proc. osób w wieku 15–75 lat deklarowało kontakt z prasą drukowaną lub cyfrową, a 44 proc. – z wydaniami drukowanymi. Prasa to nadal potężne narzędzie komunikacji, cała infrastruktura dystrybucji treści, a przede wszystkim długotrwałe i bliskie relacje z odbiorcą – czytelnikiem.
Redaktor zamiast anonimowego nadawcy
Diana Ożarowska-Sady, redaktor zarządzająca w Redakcji Dwutygodników Poradnikowych i 50+ – „Przyjaciółka”, „Tina”, „Pani Domu”, „100 Rad”, „Poradnik 50+” w Wydawnictwie Bauer, wskazuje na centralny element tej relacji: – To oczywiście źródło sprawdzonych (często eksperckich) informacji, przy których nie musimy zastanawiać się, czy to CHAT, czy człowiek jest autorem. Bo wiadomo, że za każdą stronę i tak zawsze odpowiada redaktor. To zaufanie szczególnie cenią seniorzy, którzy najczęściej są grupą docelowych oszustów – zarówno w świecie realnym, jak i wirtualnym. Stąd np. dużą popularnością cieszą się teksty prawno-finansowe i tematy tygodnia w „100 Radach”. Krok po kroku tłumaczą bowiem mechanizm działania przestępców, ale też podają w prosty sposób metody obrony przed ich atakami. Aktualizują również naszą wiedzę o przepisach, formalnościach, świadczeniach… To rady, z których skorzystają bez problemu ludzie starsi, ale też młodsze pokolenia. Przekonajcie się sami… – zachęca Diana Ożarowska-Sady.
W tej wypowiedzi ważne jest nie tylko słowo „zaufanie”, lecz także metoda: krok po kroku. Oszustwo jest sekwencją działań, dlatego również obrona powinna być sekwencją. Ogólnik „uważaj w internecie” jest prawie bezużyteczny. Skuteczna instrukcja mówi: rozłącz się; nie używaj numeru podanego przez rozmówcę; zadzwoń do banku z oficjalnego numeru; nie podawaj kodu; skonsultuj się z bliskim; zgłoś próbę oszustwa na policję.
Od akcji do stałej rubryki
W części redakcji tematy bezpieczeństwa pojawiają się przy okazji głośnej fali oszustw. W innych są elementem stałego planu wydawniczego. Taką praktykę opisują redakcje wyspecjalizowane w komunikacji z osobami starszymi.
Linda Matus, redaktor naczelna „Gazety Senior”, podkreśla, że temat szeroko pojętego bezpieczeństwa ma w tym magazynie stałe miejsce. – Informacje o nowych formach cyberprzestępczości, a także webinarach i dostępnych formach edukacji są stałym elementem każdego numeru „Gazety Senior”. Cyberprzestępczość bardzo szybko wyparła dobrze znane oszustwa na tzw. wnuczka, a ponieważ została do tego zaprzęgnięta technologia AI, to dziś skala nowego procederu jest masowa – mówi Linda Matus. – Informacji o bezpieczeństwie pojawia się w mediach więcej, ale ich jakość i przydatność bywa różna – dodaje.
Inny rozbudowany model konsekwentnej edukacji czytelnika przedstawia Łukasz Salwarowski, prezes Stowarzyszenia MANKO – Głos Seniora i wydawca „Głosu Seniora”. – Nasze Stowarzyszenie od 10 lat prowadzi kampanię „Bezpieczny Senior – Stop Manipulacji, Nie Daj Się Oszukać”. Tworzymy spoty, artykuły, wywiady, audycje i konkursy związane z edukacją w obszarze cyberbezpieczeństwa. W każdym „Głosie Seniora” jest co najmniej 10% tematyki związanej z bezpieczeństwem, w tym cyberbezpieczeństwem. Na stronie internetowej co najmniej raz w tygodniu pojawiają się informacje na ten temat. Stworzyliśmy również specjalny dział w „Głosie Seniora” i specjalną podstronę niedajmysieoszukac.pl oraz dział „Bezpieczny Senior”, w którym publikujemy materiały w tym temacie, zachęcając również czytelników do interaktywności, zgłaszania oszustw i prób oszustw. Prowadzimy równocześnie coroczne badania, z których wynika, że u 30% seniorów obecna była próba oszustwa, a 8% zostało oszukanych. Pokazuje to, że działania mediów, decydentów, rządów i samorządów są niewystarczające, ponieważ z roku na rok rośnie liczba przestępstw oraz ilość pieniędzy wyciąganych z kont i portfeli seniorów (rok 2025 – 150 mln zł) – relacjonuje Łukasz Salwarowski. – Robimy, co możemy, natomiast inne media – mamy wrażenie – są do tego zdystansowane, co widać w efektach badań i skuteczności przestępców – ocenia.
Druk kontra internet? To źle postawione pytanie
Czy prasa drukowana może skutecznie konkurować z internetem jako źródło wiarygodnej, bezpiecznej informacji dla seniorów?
– Na pewno prasa drukowana jest bezpieczniejsza niż internet, ponieważ nie ma możliwości, aby tak łatwo, jak w świecie cyfrowym podszyć się pod nas. Poza tym prasa drukowana, z racji tradycji i wiarygodności, na pewno jest bardziej wiarygodna, bo musi być sprawdzana, ponieważ dowód w postaci nakładu pozostaje na rynku. W przypadku internetu wszystko może zniknąć, wszystko może być zmienione, zaktualizowane, skorygowane – odpowiada Łukasz Salwarowski.
Z podobnego punktu wychodzi Linda Matus, która przewagę papieru wiąże ze spokojem, trwałością i redakcyjną selekcją informacji. – Paradoksalnie im gorzej w internecie, tym lepiej dla nas. Spam, dezinformacja i wszystko to, czego nie lubimy online, przypomina nam o wartości sprawdzonych, spokojnych źródeł nieszukających sensacji. Seniorzy są zmęczeni masową produkcją informacji, która ma się jedynie klikać. Wiele razy trafili na fake newsa albo typowe internetowe oszustwo. A jeśli coś ich zainteresuje, to jest im trudno do tego wrócić, bo to zaraz „znika”. Większość seniorów w jakiś sposób zmaga się z tą technologię, mimo że z niej korzysta. Gazeta zawsze działa, nawet jeśli nie ma Wi-Fi, nie trzeba pamiętać hasła i sześciocyfrowego telekodu – podkreśla.
Jednocześnie komunikowanie zalet papieru nie jest proste w czasie, gdy niemal cała debata publiczna koncentruje się na technologicznym przełomie. – Staramy się o tym mówić, ale generalnie jest ogromny „hype” na nowe technologie – trudno temu dziwić, to przełomowy moment w historii świata pod tym względem, stąd nie jest łatwo z takim niedzisiejszym komunikatem trafić do szerszego odbiorcy – zauważa Linda Matus.
Głosy wskazujące realną przewagę druku w określonych obszarach, nie powinny prowadzić do wojny nośników. Internet ma szybkość, bez której współczesna ochrona przed cyberoszustami byłaby niemożliwa. CERT Polska może na bieżąco publikować ostrzeżenia, bank może natychmiast zablokować dostęp, a rodzina może w kilka sekund sprawdzić numer telefonu. Druk ma natomiast trwałość, skupienie i możliwość wyjaśnienia mechanizmu bez cyfrowego szumu.
Najlepszy model jest hybrydowy. Wydanie papierowe uczy zasad stałych. Serwis internetowy aktualizuje przykłady. Newsletter i media społecznościowe ostrzegają przed aktywną kampanią. Sprzedawca prasy eksponuje numer zawierający poradnik. Redakcja podpisuje każdy komunikat i prowadzi czytelnika wyłącznie do oficjalnych, sprawdzonych kanałów.
W materiałach dotyczących bezpieczeństwa warto wręcz ograniczać liczbę kodów QR. Jeśli są potrzebne, powinny prowadzić do jednej, łatwej do zweryfikowania domeny wydawcy albo instytucji publicznej, a obok musi znaleźć się pełny, czytelny adres. Czytelnik powinien być uczony, że kod QR również jest linkiem – tylko ukrytym w obrazku.
Pracujmy, nie konkurujmy
Najbardziej efektywnym zasobem nie jest więc obecnie technologia, lecz współpraca pomiędzy różnymi podmiotami zajmującymi się bezpieczeństwem a mediami. BIG InfoMonitor i BIK mają dane o wyłudzeniach i zadłużeniu. CERT Polska obserwuje kampanie phishingowe i przyjmuje zgłoszenia. Policja zna scenariusze przestępstw i ich lokalne odmiany. Banki widzą mechanizmy przelewów i przejęć kont. Redakcje potrafią przełożyć te wszystkie informacje i ostrzeżenia na język zrozumiały przez czytelników.
W teorii te elementy tworzą gotowy system. W materiałach zebranych do tego artykułu nie znaleźliśmy jednak opisu stałej, wielopodmiotowej procedury, w której aktualny komunikat ekspercki trafiałby do wielu tytułów w jednolitym, sprawdzonym formacie.
Łukasz Salwarowski ocenia tę sytuację bardzo ostro: – Współpraca prezentuje się fatalnie. Instytucje państwowe nie są nią zainteresowane – są wręcz oporne na współpracę. Wszyscy chcą robić własne kampanie, własne działania i konkurować w tym obszarze, co jest skandalicznie nieodpowiedzialne. Od lat lansujemy ideę i kampanię współpracy. Pracujmy, nie konkurujmy!
Nie wszystkie redakcje mają jednak takie doświadczenie. Linda Matus opisuje współpracę „Gazety Senior” z instytucjami jako regularną i otwartą. – Regularnie korzystamy z materiałów ekspertów Policji, ZUS, KNF czy innych instytucji publicznych – mówi.
Te dwie perspektywy nie muszą się wykluczać. Pokazują raczej, że współpraca jest nierówna: w jednych relacjach działa poprawnie, w innych brakuje trwałego, branżowego mechanizmu. Z całą pewnością można się jednak zgodzić ze stanowiskiem, że nie potrzeba kolejnej odrębnej kampanii z nowym hasłem i osobnym logo, lecz wspólnego rdzenia informacji, który każda redakcja opracuje zgodnie z językiem swojego tytułu.
Taki model mógłby wyglądać następująco. Raz w miesiącu zespół ekspercki przygotowuje krótką kartę zagrożenia: opis metody, trzy sygnały ostrzegawcze, instrukcję reakcji i sprawdzone kontakty. Redakcje adaptują ją do swoich odbiorców, ale nie zmieniają kluczowych zaleceń. Policja lub CERT weryfikują materiał. Po publikacji czytelnicy mogą zgłaszać nowe przypadki, a redakcja przekazuje sygnały właściwym instytucjom, nie gromadząc wrażliwych danych.
Współpraca nie może oznaczać reklamy konkretnej usługi pod pozorem edukacji. Materiał powinien jasno oddzielać bezpłatne działania publiczne – na przykład zastrzeżenie numeru PESEL – od płatnych produktów ochronnych. Jeżeli wymieniane są Alerty BIK, czytelnik musi wiedzieć, że to usługa płatna, komercyjna, podczas gdy zastrzeżenie PESEL w serwisie mObywatel lub urzędzie gminy jest bezpłatne.
Język, który nie zawstydza
W ochronie seniorów forma nie jest dekoracją. Jest częścią bezpieczeństwa. Łukasz Salwarowski podsumowuje swoje doświadczenia tak: – Najlepiej sprawdza się prosty, krótki i łatwy przekaz zbudowany w oparciu o storytelling, infografiki oraz przekaz graficzno-zdjęciowy.
Linda Matus rozwija tę zasadę, akcentując praktyczność, historię z życia i rolę wiarygodnego eksperta. – Zagadnienia finansowe to temat trudny, ale bardzo ważny i naturalnie interesujący seniorów. Należy uwypuklić praktyczny aspekt problemu, podać go na przykładach i historiach z życia wziętych. W przypadku starszych seniorów bardzo ważny jest także autorytet eksperta, który potrafi mówić o skomplikowanych sprawach w przystępny sposób, tzn. językiem zrozumiałym dla tego pokolenia. Nie musi być seniorem, ale jest to zwykle zaleta – tłumaczy.
Oba głosy prowadzą do tego samego wniosku: storytelling nie oznacza wymyślania dramatycznych historii. Najlepsze są przypadki prawdziwe, zweryfikowane i – gdy to konieczne – zanonimizowane, tworzone we współpracy z policją lub instytucją pomagającą ofierze. Czytelnik powinien zobaczyć kolejność zdarzeń: od pierwszego telefonu do momentu, w którym można było przerwać atak. Nie chodzi o wzbudzenie lęku, lecz o przećwiczenie decyzji.
Język musi chronić godność. Sformułowania „naiwny senior”, „dał się nabrać” czy „sam podał kod” przerzucają winę z przestępcy na ofiarę. Skutkiem może być wstyd i niezgłaszanie zdarzeń. Lepsze są komunikaty: „oszust wywołał presję”, „przestępca podszył się pod bank”, „każdy może zostać zmanipulowany”, „szybkie zgłoszenie zwiększa szansę reakcji”.
Należy też tłumaczyć techniczny żargon na potoczny język. Nie „vishing”, lecz „fałszywy telefon z banku lub urzędu”. Nie „spoofing”, lecz „na ekranie może pojawić się prawdziwy numer, choć dzwoni oszust”. Nie „phishing”, lecz „wiadomość, która prowadzi do fałszywej strony wyłudzającej dane”. Termin techniczny można podać, ale dopiero po prostym wyjaśnieniu.
Graficznie najlepiej działa jedna główna myśl na stronie, duży i wyraźny tytuł, mocny kontrast, krótkie akapity, dużo światła między elementami oraz instrukcja w kolejności wykonywania. Infografika nie może być zbiorem dziesięciu ikon bez hierarchii. Powinna prowadzić wzrok od zagrożenia do decyzji.
Cztery słowa, które warto powtarzać
Dla wielu rodzajów oszustw można zastosować prosty schemat:
- Nie działaj pod presją. Prawdziwa instytucja pozwoli ci sprawdzić informację.
- ROZŁĄCZ. Zakończ rozmowę, nawet jeśli na ekranie widzisz numer banku lub policji.
- SPRAWDŹ. Samodzielnie wybierz znany numer banku, urzędu albo bliskiej osoby. Nie oddzwaniaj z historii połączeń.
- ZGŁOŚ. Skontaktuj się z bankiem, policją i odpowiednią instytucją. Podejrzany SMS można przekazać do CERT Polska na numer 8080.
Ta sekwencja powinna pojawiać się wielokrotnie, w kolejnych numerach i różnych tytułach. Edukacja bezpieczeństwa nie przegrywa przez powtórzenia. Przegrywa wtedy, gdy za każdym razem wymyśla nowy język, którego czytelnik nie zdąży utrwalić.
Stały dział bezpieczeństwa może być atrakcyjny redakcyjnie, a nie urzędowy. Warto oprzeć go na kilku powtarzalnych formatach.
- „Oszustwo miesiąca” – jedna aktualna metoda pokazana na konkretnym, zweryfikowanym scenariuszu: co usłyszy czytelnik, co zobaczy na ekranie, w którym momencie należy przerwać kontakt.
- „Rozmowa, którą trzeba zakończyć” – zapis typowych zdań oszusta z komentarzem redakcji. Obok duży komunikat: bank, policja i urząd nie żądają kodu autoryzacyjnego ani „przelewu zabezpieczającego”.
- „Karta przy telefonie” – wycinana instrukcja z czterema krokami, numerem 8080, miejscem na wpisanie oficjalnego numeru banku i telefonu do zaufanej osoby.
- „Prawnik odpowiada” – krótkie, aktualne informacje o zastrzeganiu PESEL, odpowiedzialności za nieautoryzowane transakcje, odstąpieniu od umowy zawartej poza lokalem i sposobie zabezpieczenia dokumentów. Każda porada powinna mieć datę aktualizacji.
- „Sprawdź z bliskim” – zadanie międzypokoleniowe: wspólne ustawienie limitów przelewów, zastrzeżenie PESEL, zapisanie oficjalnych numerów i ustalenie rodzinnego hasła na wypadek telefonu z prośbą o pieniądze.
- „Nie wstydź się zgłosić” – prawdziwa, zweryfikowana historia pokazująca, że szybki kontakt z bankiem i policją ma znaczenie, a odpowiedzialność zawsze ponosi sprawca.
Do tego potrzebna jest redakcyjna dyscyplina. Każdy materiał powinien odpowiadać na pięć pytań: kto ostrzega, z jakiej daty pochodzi informacja, jaki dokładnie jest mechanizm, co czytelnik ma zrobić i gdzie może to sprawdzić drugim kanałem.
Temat dla całej branży
Najskuteczniejsza edukacja nie zaczyna się w chwili ataku. Zaczyna się wcześniej, gdy czytelnik poznaje możliwe metody obrony przed oszustami i spokojnie ustala własne zasady.
Warto zastrzec PESEL – przez internet, mObywatela albo bezpłatnie w urzędzie gminy. Można rozważyć usługę alertów informujących o zapytaniu kredytowym; trzeba przy tym jasno sprawdzić zakres i koszt. Należy ustawić rozsądne limity przelewów i zapisać oficjalny numer banku. Rodzina powinna uzgodnić, że prośba o pilne pieniądze zawsze będzie weryfikowana drugim kanałem. Podejrzanego SMS-a można przesłać na 8080, a incydent zgłosić CERT Polska. Gdy pieniądze już wyszły, pierwszym krokiem powinien być natychmiastowy kontakt z bankiem, a następnie zgłoszenie sprawy policji. Numer 112 służy sytuacjom wymagającym pilnej interwencji i bezpośredniego zagrożenia.
Redakcja nie zastąpi tych instytucji. Może jednak sprawić, że czytelnik będzie wiedział o ich istnieniu, zanim usłyszy w słuchawce słowo „natychmiast”.
Dlaczego prasa powinna zajmować się cyberbezpieczeństwem seniorów? Bo to pytanie o rolę prasy, a nie wyłącznie o przestępczość. Magazyn poradnikowy może być produktem rozrywkowym, praktycznym przewodnikiem i elementem codziennego rytuału. W chwili kryzysu może stać się jeszcze czymś: pamięcią zewnętrzną, do której czytelnik sięga, gdy emocje utrudniają decyzję.
Ochrona odbiorców nie jest dodatkiem do biznesu prasowego. Jest inwestycją w relację, od której ten biznes zależy. Czytelnik, który dzięki artykułowi rozpoznał fałszywy telefon, nie zapamięta wyłącznie pojedynczej porady. Zapamięta markę, która okazała się użyteczna. Zaufanie buduje się nie deklaracją „jesteśmy wiarygodni”, lecz działaniem w sprawie, która dotyczy realnych pieniędzy i poczucia bezpieczeństwa.
Nie należy przy tym straszyć seniorów światem cyfrowym ani zachęcać do rezygnacji z bankowości internetowej, telefonu czy zakupów online. Wykluczenie cyfrowe nie jest ochroną. Celem jest autonomia: umiejętność korzystania z technologii bez lęku, wstydu i presji.
KINGA SZYMKIEWICZ
DARIUSZ MATEREK
W artykule wykorzystano następujące materiały: BIG InfoMonitor/BIK, „Maleje bezpieczeństwo cyfrowe seniorów, a przybywa problemów finansowych”, 26 czerwca 2026 r.; Bank Pocztowy/SW Research, trzecia edycja badania programu „Cyberdojrzali. Bądź mądrzejszy od oszusta”, publikacja z 22 stycznia 2026 r.; FBI Internet Crime Complaint Center, „2025 IC3 Annual Report”; CERT Polska, raport roczny za 2025 r.