cykliczne porady dla sprzedawców, opinie ekspertów

Dziecko offline

Ośmiolatek budzi się rano i, zanim jeszcze zdąży w pełni otworzyć oczy, sięga po telefon. To nie jest literacki obrazek wyjęty z dystopijnej powieści, lecz codzienność opisana twardymi liczbami w raporcie „Internet dzieci 2026”, zaprezentowanym w czerwcu podczas posiedzenia sejmowej Komisji do spraw Dzieci i Młodzieży. Dokument nie pozostawia złudzeń – smartfon towarzyszy najmłodszym niemal przez cały dzień, z przerwą jedynie na czas lekcji, a internet – wraz z całym bagażem treści, do których formalnie nie powinni mieć dostępu – stał się dla nich środowiskiem równie naturalnym, jak kiedyś podwórko czy szkolna świetlica.

Zaledwie kilkanaście dni po prezentacji raportu polski parlament odpowiedział na te dane konkretnym aktem prawnym. 3 lipca 2026 r. Sejm niemal jednogłośnie – stosunkiem głosów 420 do 6, przy 4 wstrzymujących się – uchwalił nowelizację Prawa oświatowego, która od 1 września 2026 r. wprowadzi ustawowy zakaz korzystania z telefonów komórkowych w przedszkolach i szkołach podstawowych.

Pytanie, które zadaje sobie dziś branża wydawnicza, brzmi jednak szerzej. Czy w świecie, z którego znika smartfon szkolny, ale nie znika smartfon domowy, pozostaje jeszcze miejsce na papierowe czasopismo, krzyżówkę rozwiązywaną ołówkiem czy komiks czytany bez przewijania ekranu?

Wydawcy przekonują, że odpowiedź nie musi być pesymistyczna.

– Prasa specjalistyczna z pewnością ma szansę zabiegać o zainteresowanie dzieci – mówi Adam Frydrysiak, wydawca magazynu „Supełek”. – Jeśli ktoś interesuje się modelarstwem, historią, geografią, muzyką czy grami komputerowymi, z przyjemnością sięgnie po czasopismo poświęcone właśnie tym pasjom.

To ważna uwaga, bo wskazuje, że papier nie musi próbować wygrywać z internetem na jego własnych zasadach. Zamiast konkurować z niekończącym się strumieniem filmów i krótkich wiadomości, może proponować dzieciom coś, czego algorytmy nie potrafią zaoferować – pogłębienie zainteresowań i spokojne obcowanie z wybraną tematyką.

– W naszym przypadku liczymy również na pozytywny odbiór ze strony sympatyków krzyżówek i łamigłówek, starając się stale pozyskiwać coraz szersze grono takich osób – dodaje wydawca.

Dzwonek na zakaz

Nowelizacja przyjęta przez Sejm 3 lipca 2026 r. wprowadza zakaz korzystania z telefonów komórkowych oraz innych urządzeń umożliwiających komunikację, nagrywanie dźwięku lub obrazu na terenie publicznych i niepublicznych szkół podstawowych oraz przedszkoli. Zapis obejmujący przedszkola i oddziały przedszkolne pojawił się dopiero w toku prac parlamentarnych i został przyjęty niemal jednomyślnie razem z całą ustawą. Przepisy obejmą zarówno lekcje, jak i przerwy oraz wszystkie zajęcia organizowane przez szkołę, w tym poza jej budynkiem – na przykład na zewnętrznych obiektach sportowych. Nie będą natomiast dotyczyć wycieczek szkolnych, internatów ani korzystania z infrastruktury szkolnej poza godzinami zajęć – te kwestie każda placówka będzie musiała uregulować odrębnie we własnym statucie, do czego szkoły mają czas do 31 grudnia 2026 r.

Ustawa przewiduje również wyjątki. Z telefonu będzie można skorzystać za zgodą nauczyciela, jeśli będzie to uzasadnione realizacją programu nauczania lub sprawdzeniem wiedzy, a także w nagłych sytuacjach wymagających kontaktu z rodzicem.

Same telefony będzie można wnosić na teren szkoły, ale placówki zyskają możliwość nakazania ich przechowywania w specjalnie wyznaczonym miejscu – o formie takiego rozwiązania (szafki, „bezpieczne woreczki” i inne) zdecyduje dyrektor za zgodą rady pedagogicznej i rady rodziców, po zasięgnięciu opinii samorządu uczniowskiego, z poszanowaniem prawa ucznia do prywatności.

W szkołach ponadpodstawowych, czyli liceach i technikach, ogólnokrajowego zakazu nie wprowadzono – zasady pozostaną tam w gestii statutów poszczególnych placówek. Ustawą zajmie się teraz Senat, a następnie trafi ona do podpisu prezydenta; biorąc pod uwagę skalę parlamentarnego poparcia, eksperci oceniają, że jej wejście w życie od nowego roku szkolnego jest już praktycznie przesądzone.

Skala tej zgody politycznej – za ustawą głosowali w tym samym bloku przedstawiciele rządzącej koalicji i opozycji, a sprzeciw zgłosiło jedynie sześciu posłów Konfederacji – nie jest przypadkowa. Minister edukacji Barbara Nowacka wprost wiązała decyzję z danymi pokazującymi skalę uzależnienia najmłodszych od internetu, przypominając, że jeszcze przed wejściem w życie ustawy ponad połowa polskich szkół wprowadziła już własne, niejednolite ograniczenia korzystania z telefonów. Nowe przepisy mają ten stan rzeczy ujednolicić i oprzeć na jasnej podstawie ustawowej, a nie – jak dotąd – wyłącznie na zapisach statutu, trudnych w praktyce do wyegzekwowania.

Społecznościówki się przejadają

Polska, wprowadzając ten zakaz, nie jest odosobniona – dołącza do grona krajów, które podobne restrykcje wdrożyły już wcześniej, z bardzo różnym natężeniem i w różnym trybie. Najdalej idzie Szwecja, która jeszcze kilka lat temu była europejskim liderem cyfryzacji edukacji, masowo zastępując podręczniki tabletami, a dziś wycofuje się z tego kierunku: wraz z początkiem roku szkolnego 2026/2027, w szwedzkich szkołach podstawowych i gimnazjalnych zacznie obowiązywać ogólnokrajowy zakaz korzystania z telefonów przez uczniów w wieku 6–16 lat. Nie bez znaczenia dla tej decyzji był spadek Szwecji w międzynarodowym rankingu kompetencji czytelniczych i matematycznych PISA.

Podobny kierunek obrały już: Dania, która w 2026 r. ogłosiła zakaz korzystania z telefonów w szkołach, a rządowa komisja rekomendowała dodatkowo ograniczenie dostępu do mediów społecznościowych dla dzieci poniżej 13. roku życia, oraz Norwegia, gdzie w 2025 r. wprowadzono minimalny wiek 15 lat jako próg dostępu do platform społecznościowych. Zakazy korzystania z telefonów w szkołach obowiązują dziś również we Włoszech, Holandii, Francji i Belgii – w krajach o bardzo różnych tradycjach edukacyjnych, co eksperci odczytują jako sygnał, że przywracanie roli tradycyjnych, analogowych narzędzi nauki przestaje być ideologicznym wyborem, a staje się elementem szerszej, ponadpartyjnej polityki ochrony zdrowia najmłodszych.

Skala poparcia dla nowych przepisów pokazuje, że problem nadmiernej obecności smartfonów w życiu dzieci przestał być przedmiotem politycznego sporu. Coraz częściej staje się natomiast punktem wyjścia do szerszej dyskusji o tym, jak przywrócić równowagę między światem cyfrowym a aktywnościami rozwijającymi koncentrację, wyobraźnię i cierpliwość. Nieprzypadkowo coraz częściej wraca pytanie o rolę papieru.

– Czasopisma dla dzieci i młodzieży nie tylko mogą być skuteczną alternatywą dla bezmyślnego przewijania ekranu – one już nią są – przekonuje Adam Frydrysiak, wydawca „Supełka”. Jednocześnie zauważa zjawisko, które – jego zdaniem – zaczyna być coraz bardziej widoczne. – Boom na media społecznościowe mamy już za sobą, a jego szczyt przypadł na okolice 2022 roku. Od tamtego czasu aplikacje społecznościowe borykają się z coraz większym zmęczeniem odbiorców i tracą zainteresowanie. Mówiąc wprost – ludziom zaczynają się przejadać – wyjaśnia.

Nie jest to oczywiście ocena podzielana przez wszystkich badaczy rynku cyfrowego, ale dobrze pokazuje sposób myślenia części wydawców. Z ich perspektywy internet przestaje być jedynym naturalnym miejscem spędzania wolnego czasu przez najmłodszych.

– Obecnie internet coraz częściej służy jedynie celom informacyjnym. Dlatego zarówno dzieci, jak i dorośli chętniej niż przez ostatnie dwie dekady sięgają po inne formy rozrywki i spędzania wolnego czasu. Następuje renesans książek, modny staje się znów ruch na świeżym powietrzu, wraca chęć do spotkań towarzyskich. Prasa dla dzieci i młodzieży także ma szansę znaleźć w tym swoje ważne miejsce – dodaje Adam Frydysiak.

Cyfrowe nawyki najmłodszych

Raport „Internet dzieci 2026” to druga edycja monitoringu prowadzonego od 2024 roku przez Fundację „Instytut Cyfrowego Obywatelstwa”, Polskie Badania Internetu, firmę Gemius oraz Państwową Komisję do spraw przeciwdziałania wykorzystaniu seksualnemu małoletnich, i jest jednym z najbardziej kompleksowych opracowań dotyczących cyfrowych nawyków polskich dzieci i młodzieży. To jedno z niewielu badań, które nie opiera się na deklaracjach rodziców czy samych dzieci, lecz na rzeczywistej, rejestrowanej co do sekundy aktywności najmłodszych internautów.

Wynika z niego, że internet przestał być jedynie narzędziem służącym do nauki czy rozrywki. Dla wielu młodych ludzi stał się środowiskiem, w którym funkcjonują na co dzień – utrzymują relacje, zdobywają informacje, uczą się, bawią i budują swoją tożsamość. Dane z listopada 2025 roku pokazują skalę zjawiska: z internetu korzysta 2,6 miliona dzieci w wieku 7–14 lat, czyli 81 procent tej grupy wiekowej – to i tak mniej niż w starszych rocznikach, gdzie zasięg sieci sięga 95–99 procent. Ale odsetek wśród najmłodszych rośnie z roku na rok. Przeciętne dziecko w tym przedziale wiekowym spędza online aż 4 godziny i 25 minut dziennie – to najwyższy wynik spośród wszystkich badanych grup wiekowych, wyższy nawet niż u dorosłych internautów. Aż 88 procent tego czasu przypada na urządzenia mobilne, głównie smartfony, a jedynie 12 procent na komputery. Choć dzieci stanowią zaledwie 8,7 procent wszystkich internautów w Polsce, generują aż 11 procent całkowitego czasu spędzanego w sieci.

Rytm dnia dziecka wyznacza dziś ekran, a nie zegar szkolny. Ponad połowa najmłodszych, bo 56 procent, uruchamia smartfon jeszcze przed wyjściem do szkoły, między godziną 6 a 8 rano. W godzinach lekcyjnych aktywność online spada, lecz nie znika: w każdej godzinie szkolnego dnia po telefon sięga ponad milion dzieci, a na czas spędzony w szkole przypada zaledwie około 13 procent całego miesięcznego czasu korzystania z telefonu przez najmłodszych.

Badacze zwracają uwagę, że dzieci rozpoczynają korzystanie z urządzeń cyfrowych coraz wcześniej. Niepokojące są również dane dotyczące treści, z którymi stykają się najmłodsi użytkownicy internetu. Znaczna część dzieci trafia na materiały przeznaczone dla dorosłych: z treściami pornograficznymi kontakt miało 32 procent dzieci w wieku 7–14 lat, co odpowiada milionowi użytkowników.

Coraz częściej eksperci zwracają także uwagę na uzależniający charakter aplikacji społecznościowych, których mechanizmy projektowane są tak, aby jak najdłużej zatrzymywać uwagę użytkownika. Podczas prezentacji raportu Anna Miotk z Polskich Badań Internetu zwróciła uwagę na mechanizm, który stoi za takim zaangażowaniem: algorytmy rekomendacyjne w teorii uczą się naszych zachowań, w praktyce jednak wyświetlają to, co ma największą szansę zatrzymać użytkownika na dłużej, niezależnie od tego, czy jest to treść wartościowa, czy szkodliwa. Konrad Ciesiołkiewicz, wiceszef Państwowej Komisji do spraw przeciwdziałania wykorzystaniu seksualnemu małoletnich, mówił wprost o instytucjonalnym zaniedbaniu ochrony najmłodszych w sieci, wskazując, że branża technologiczna dysponuje dziś największą w historii wiedzą o skutkach swoich produktów, a mimo to nie podejmuje adekwatnych działań. Nie oznacza to jednak, że internet sam w sobie jest zagrożeniem. Autorzy raportu podkreślają, że kluczowe znaczenie ma sposób korzystania z nowych technologii.

W tej dyskusji coraz częściej pojawia się również pytanie o rolę tradycyjnych mediów. – Prasa dla dzieci i młodzieży ma dziś szansę dotrzeć przede wszystkim do młodych ludzi rozwijających konkretne zainteresowania – zauważa Adam Frydrysiak. – Jeżeli ktoś pasjonuje się historią, geografią, muzyką czy modelarstwem, bez trudu znajdzie czasopismo odpowiadające jego zainteresowaniom.

Zdaniem wydawcy właśnie pasje mogą być dziś największym sprzymierzeńcem prasy. – Staramy się pozyskiwać coraz szersze grono sympatyków krzyżówek i łamigłówek – dodaje. – To odbiorcy, którzy szukają czegoś więcej niż kilku sekund rozrywki.

Ekran kontra papier

Debata o wyższości papieru nad ekranem trwa od lat. Dziś coraz częściej odchodzi się jednak od prostych przeciwstawień. Badania prowadzone przez psychologów i pedagogów pokazują, że oba media pełnią odmienne funkcje i w różny sposób angażują uwagę młodego odbiorcy.

Jak mówiła w wywiadzie dla PAP – Nauka w Polsce dr Małgorzata Wójtowicz-Szefler, gdy do zmysłów dociera nadmiar bodźców cyfrowych, mózg musi jednocześnie radzić sobie z funkcjonowaniem w dwóch rzeczywistościach naraz – zwykłej i ekranowej, co u dzieci najczęściej przekłada się na trudności z koncentracją. Amerykańska neurobiolożka i badaczka czytania Maryanne Wolf zwraca z kolei uwagę, że współczesnym dzieciom trudniej niż wcześniejszym pokoleniom skupić uwagę na dłuższym tekście, a bez opanowania umiejętności płynnego, uważnego czytania trudno im będzie rozwinąć krytyczne myślenie i empatię. Stały układ stron w książce czy czasopiśmie daje mózgowi silniejsze wskazówki przestrzenne niż przewijany ekran.

Treści cyfrowe doskonale sprawdzają się wtedy, gdy liczy się szybkość dostępu do informacji, interaktywność i możliwość natychmiastowej komunikacji. Z kolei papier sprzyja dłuższemu skupieniu, spokojniejszemu tempu odbioru i bardziej świadomemu przetwarzaniu treści. Czytając czasopismo lub rozwiązując łamigłówkę, dziecko nie jest nieustannie rozpraszane przez kolejne powiadomienia, reklamy czy podsuwane przez algorytmy materiały.

To właśnie ta różnica sprawia, że wielu specjalistów nie traktuje dziś papierowych publikacji jako konkurencji dla internetu, lecz jako jego uzupełnienie.

Podobnie patrzy na to Adam Frydrysiak z wydawnictwa „Supełek”.

– Czasopisma dla dzieci i młodzieży nie tylko mogą być alternatywą dla scrollowania, ale już nią są – podkreśla.

Jednocześnie zwraca uwagę, że zmieniają się również sami odbiorcy.

– Ludziom media społecznościowe zaczynają się przejadać – ocenia. – Coraz chętniej wracają do książek, aktywności na świeżym powietrzu czy spotkań z innymi ludźmi.

To oczywiście proces, którego skali nie sposób jeszcze jednoznacznie ocenić. Widać jednak wyraźnie, że coraz więcej rodziców świadomie poszukuje aktywności, które pozwolą dzieciom choć na chwilę oderwać się od ekranów. Papierowe czasopismo nie rozwiąże problemu cyfrowych uzależnień, ale może stać się jedną z prostszych i łatwiej dostępnych propozycji wspólnego, spokojnego spędzania czasu.

 Rodzice: świadomy wybór czy nostalgia?

Choć dyskusja o wpływie nowych technologii na rozwój dzieci najczęściej koncentruje się na szkołach, to właśnie w domu zapadają najważniejsze decyzje dotyczące codziennych nawyków. To rodzice decydują, ile czasu dziecko spędza przed ekranem, jakie treści ogląda i czy wśród domowych aktywności znajduje się również miejsce na książkę, gazetę czy wspólne rozwiązywanie łamigłówek.

Coraz więcej sygnałów płynących z rynku wskazuje, że rodzice traktują prasę dziecięcą właśnie jako narzędzie ograniczania czasu ekranowego. Zakup czasopisma przestaje być wyłącznie odruchem nostalgii za własnym dzieciństwem, a stają się świadomą strategią wychowawczą – odpowiedzią na te same niepokoje, które raport „Internet dzieci” ujmuje w liczby: przeciążenie bodźcami, brak kontroli nad treścią, do której dziecko trafia przypadkiem, oraz potrzebę zbudowania alternatywnego rytuału, niezwiązanego z ekranem.

Nie ma jednak jednego modelu wychowania i wręcz nie powinno go być.

– Każda rodzina jest inna i trudno wszystkich traktować jedną miarą – mówi Adam Frydrysiak.

To spostrzeżenie dobrze oddaje współczesną rzeczywistość. W jednych domach media cyfrowe odgrywają dominującą rolę, w innych rodzice świadomie ograniczają czas spędzany przed ekranami, proponując dzieciom alternatywne formy spędzania wolnego czasu. Coraz częściej nie wynika to z niechęci do technologii, lecz z przekonania, że rozwój dziecka powinien być możliwie wszechstronny.

– Jedni preferują sport, inni książkę i czasopismo, jeszcze inni gry planszowe, puzzle czy klocki – dodaje wydawca „Supełka”.

Zdaniem psychologów właśnie różnorodność doświadczeń ma kluczowe znaczenie dla rozwoju najmłodszych. Aktywność fizyczna, kontakt z rówieśnikami, czytanie, twórcza zabawa i korzystanie z nowych technologii nie muszą się wzajemnie wykluczać. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy jedna z tych aktywności całkowicie dominuje nad pozostałymi.

– Najlepszą metodą jest budowanie jak najszerszego spektrum zainteresowań dziecka – przekonuje Adam Frydrysiak.

W praktyce oznacza to zachęcanie dzieci do próbowania różnych form aktywności i pozwalanie im na samodzielne odkrywanie własnych pasji. Dla jednych będzie to sport, dla innych muzyka, majsterkowanie czy literatura. Papierowe czasopismo może stać się jednym z elementów tej układanki – nie dlatego, że zastąpi internet, lecz dlatego, że rozwija inne kompetencje i uczy innego sposobu obcowania z treścią.

Jak reagują wydawcy?

Zmieniające się nawyki młodych odbiorców wymuszają zmiany także na rynku wydawniczym. Jeszcze kilkanaście lat temu wydawcy konkurowali przede wszystkim między sobą. Dziś ich największym rywalem stały się platformy społecznościowe, serwisy wideo i gry mobilne, które walczą o każdą minutę uwagi dziecka.

Dobrym przykładem umiejętnej adaptacji do zmian rynkowych jest „Świerszczyk” – najstarsze polskie pismo dla dzieci, nieprzerwanie obecne na rynku od 1945 roku. Jego redaktor naczelna, Małgorzata Węgrzecka, mówiła w rozmowie z Newserią Biznes, że czasopismo pełni zupełnie inną funkcję rozwojową niż ekran: korzystanie z papieru, wypełnianie okienek w zadaniach, rysowanie czy czytanie linijka po linijce to kompetencje potrzebne dziecku na konkretnym etapie rozwoju, których nie da się zastąpić dotykiem w ekran. Jak dodawała, „Świerszczyk” sprzedaje się dziś w kilkukrotnie wyższym nakładzie niż jeszcze dwie dekady temu, choć redakcja nie odwraca się od cyfrowego świata – na platformie online dla prenumeratorów publikuje materiały interaktywne, traktując internet jako uzupełnienie, a nie konkurenta papierowego wydania.

Szerszy trend widoczny na rynku wydawniczym to również rosnący nacisk na treści edukacyjne osadzone w formule zabawy, tak zwany edutainment, oraz elementy interaktywne w samym wydaniu papierowym: kody QR prowadzące do materiałów dodatkowych, quizy powiązane z aplikacją, zestawy do samodzielnych eksperymentów dołączane do numeru.

W przypadku magazynu „Supełek” strategia pozostaje konsekwentna.

– Idziemy utartą ścieżką, która od lat przynosi dobre rezultaty – mówi Adam Frydrysiak. Nie oznacza to jednak braku zmian. Wydawcy doskonale wiedzą, że współczesne dzieci są przyzwyczajone do atrakcyjnych wizualnie treści, dlatego także prasa musi odpowiadać na te oczekiwania.

– Uatrakcyjniamy szatę graficzną, natomiast pod względem merytorycznym stosujemy metody, które od lat się sprawdzają – dodaje.

To podejście dobrze pokazuje kierunek, w którym zmierza część rynku. Nie chodzi o kopiowanie internetu ani próbę naśladowania mediów społecznościowych, lecz o zachowanie własnej tożsamości przy jednoczesnym dostosowaniu formy do współczesnych odbiorców.

Coraz wyraźniej widać również, że walka o uwagę dziecka nie rozstrzyga się wyłącznie między papierem a ekranem. Znacznie ważniejsze staje się pytanie, czy uda się stworzyć treści, które będą dla młodych ludzi naprawdę wartościowe, angażujące i rozwijające. Właśnie w tym wielu wydawców upatruje swojej największej szansy.

Europa szuka nowego miejsca

Polska nie jest jedynym krajem, w którym wydawcy dziecięcych czasopism próbują odpowiedzieć na wyzwania cyfrowej rzeczywistości. Podobne dyskusje od kilku lat toczą się w wielu państwach Europy, choć przyjmowane rozwiązania bywają różne.

W krajach skandynawskich oraz Europy Zachodniej coraz większy nacisk kładzie się na rozwijanie kompetencji czytelniczych już od najmłodszych lat. Papierowe magazyny coraz częściej stają się elementem szerszych programów edukacyjnych, wspierających naukę czytania, rozwijanie zainteresowań i krytyczne myślenie. Wydawcy współpracują z nauczycielami, bibliotekami i instytucjami kultury, traktując czasopisma nie tylko jako produkt, lecz także jako narzędzie edukacyjne.

Równolegle zmienia się również sama forma wydawnictw. Niemiecki rynek prasy dziecięcej od lat stawia na model łączący numer papierowy z rozbudowanym zapleczem cyfrowym – filmami, quizami i materiałami dla nauczycieli, traktowanymi jednak jako dodatek do rdzenia, którym pozostaje drukowany magazyn. We Francji tradycja czasopism dla dzieci, budowana od dekad wokół takich tytułów jak „Astrapi” czy „J’aime Lire”, opiera się na precyzyjnym dopasowaniu treści do wieku czytelnika i regularności ukazywania się numeru. W wielu krajach europejskich magazyny dla dzieci stawiają też na wysoką jakość ilustracji, atrakcyjną oprawę graficzną oraz materiały rozwijające kreatywność – doświadczenia, eksperymenty, zadania logiczne czy projekty do samodzielnego wykonania. Proponują coś, czego media cyfrowe nie oferują – uważność i skupienie.

 Wygrać z algorytmem

Czy prasa może wygrać z algorytmami? To pytanie powraca dziś niemal przy każdej dyskusji o przyszłości mediów. Odpowiedź nie jest jednak tak prosta, jak mogłoby się wydawać.

Jeżeli zwycięstwo miałoby oznaczać poświęcanie przez dzieci większej liczby godzin na czytanie niż na korzystanie z internetu, papier prawdopodobnie nie ma szans. Algorytmy platform społecznościowych projektowane są po to, by jak najdłużej utrzymywać uwagę użytkownika, a raport „Internet dzieci 2026” pokazuje, że robią to skutecznie już wśród siedmiolatków. Trudno oczekiwać, by tradycyjne czasopismo mogło konkurować z takim modelem działania.

Nie oznacza to jednak, że jest skazane na przegraną.

Coraz więcej specjalistów zwraca uwagę, że dzieci potrzebują nie tylko dostępu do nowych technologii, ale również przestrzeni wolnej od nieustannego napływu bodźców. Czytanie, rozwiązywanie łamigłówek czy spokojne przeglądanie czasopisma angażuje uwagę w zupełnie inny sposób niż przewijanie krótkich filmów i postów.

– Prasa dla dzieci i młodzieży ma swoje ważne miejsce i wierzę, że nadal będzie je miała – mówi Adam Frydrysiak. Jednocześnie podkreśla, że nie chodzi o zastępowanie innych form aktywności. – Dziecko powinno rozwijać się różnorako. Jedni wybiorą sport, inni książkę i czasopismo, jeszcze inni gry planszowe, puzzle czy klocki – dodaje.

W tym podejściu nie ma miejsca na prosty podział na „dobry papier” i „zły internet”. Znacznie ważniejsze jest stworzenie dziecku warunków do wszechstronnego rozwoju i pokazanie, że świat nie kończy się na ekranie smartfona.

Najważniejsze pytanie nie brzmi dziś, czy papier wygra z algorytmem. Znacznie istotniejsze jest to, czy uda się wychować pokolenie, które będzie umiało korzystać z technologii świadomie, nie rezygnując jednocześnie z aktywności rozwijających wyobraźnię, cierpliwość i koncentrację. Jeśli tradycyjna prasa pomoże choć części dzieci odkryć nowe zainteresowania i zachować tę równowagę, jej rola pozostanie ważna także w cyfrowym świecie.

KINGA SZYMKIEWICZ

DARIUSZ MATEREK