Nawyk czytania nie powstaje z jednego apelu ani jednej szkolnej akcji. Powstaje z powtarzalności: z widoku dorosłego z gazetą, z magazynu kupowanego co miesiąc, z rozmowy o tym, co dziecko samo wybrało.

O czytelnictwie dzieci nie można mówić dopiero w szkole średniej. Kompetencje czytelnicze budują się wcześniej, w domu, przedszkolu, bibliotece, świetlicy i punkcie sprzedaży. Dziecko, które widzi prasę w codziennym obiegu, traktuje ją jako naturalny element świata dorosłych, a nie jako anachroniczny przedmiot z lekcji języka polskiego.
Prasa ma tu przewagę nad wieloma treściami cyfrowymi. Jest skończona, namacalna i mniej rozproszona. Numer magazynu można obejrzeć od początku do końca, odłożyć, wrócić do zadania, dokończyć komiks, wyciąć element albo wkleić naklejkę. To rytm, który sprzyja koncentracji. Nie chodzi o przeciwstawianie papieru ekranom, ale o równowagę. Dziecko potrzebuje obu światów, lecz papier uczy innego typu uwagi.
Rytuał czytania może być bardzo prosty: sobotni zakup magazynu, wspólne 15 minut z rodzicem, wybór jednego artykułu, rozmowa o ciekawostce, odłożenie numeru na półkę. W przypadku młodszych dzieci równie ważne jest wspólne oglądanie i opowiadanie. W przypadku starszych — samodzielny wybór tytułu. Im więcej dziecko ma wpływu na to, co czyta, tym większa szansa, że zostanie przy tym na dłużej.
Tu właśnie spotykają się prasa i kolekcjonowanie. Oba mechanizmy pracują przez powtarzalność. Nowy numer i nowy element serii budują oczekiwanie. Dziecko uczy się, że na coś warto poczekać, że można kompletować wiedzę i przedmioty, że przyjemność może mieć rytm, a nie tylko natychmiastowy impuls. To bardzo szkolna umiejętność, choć zdobywana poza szkołą.