Czytelnicy prasy wykazują najniższy poziom myślenia spiskowego w porównaniu do odbiorców innych mediów – wynika z badania przeprowadzonego przez Ośrodek Analizy Dezinformacji NASK. Wyniki badań zaprezentowano pod koniec kwietnia br. w raporcie pod znamiennym tytułem „Paradoks spiskowy. O lęku przed innymi, potrzebie silnego państwa i podatności na narracje dezinformacyjne”. Autorzy – Karol Kamiński, Agnieszka Ładna i Konrad Rosłaniec – oparli się na reprezentatywnej ogólnopolskiej próbie 3600 dorosłych Polaków z 2024 roku oraz niezależnej próbie 1000 respondentów z 2025 roku. To jedno z najlepiej udokumentowanych krajowych badań nad myśleniem spiskowym i podatnością na dezinformację, jakie przeprowadzono w Polsce.

Czytelnicy e-wydań prasy wykazują najniższy poziom myślenia spiskowego ze wszystkich zbadanych grup mediów – średni wynik na skali GCBS wynosi 2,79 w pięciostopniowej skali, gdzie 3,0 oznacza postawę neutralną. Czytelnicy prasy papierowej plasują się tuż obok, z wynikiem 2,86. Dla porównania: użytkownicy Snapchata osiągają wynik 3,25, TikToka – 3,15, a użytkownicy mediów społecznościowych jako całości – 3,15. Różnica między czytelnikiem prasy a użytkownikiem Snapchata wynosi 0,46 punktu. W badaniach nauk społecznych to efekt o istotnej sile – kilkakrotnie większy niż cały zaobserwowany przez NASK roczny spadek poziomu myślenia spiskowego w Polsce między 2024 a 2025 rokiem (0,10 punktu).
Te liczby nie są przypadkowe. Wynikają ze strukturalnych właściwości prasy jako medium, które odróżniają ją – zarówno w wersji papierowej, jak i cyfrowej – od algorytmicznych platform społecznościowych. I jest to argument, który warto rozumieć, bo dotyczy czegoś więcej niż tylko pozycji konkurencyjnej poszczególnych tytułów. Dotyczy funkcji, jaką prasa pełni w ekosystemie informacyjnym całego społeczeństwa.
Paradoks spiskowy
Zanim zagłębimy się w mechanizmy działania prasy, warto zrozumieć szerszy kontekst, który raport NASK starannie opisuje. Autorzy odkryli zjawisko, które nazwali paradoksem spiskowym – specyficzną, trudno spotykaną w zachodnich modelach teoretycznych konfigurację światopoglądową. W Polsce myślenie spiskowe nie jest ani prawicowe, ani lewicowe w zachodnim sensie tych pojęć. Osoby najsilniej skłonne do teorii spiskowych łączą kulturową prawicowość (lęk przed obcymi, tradycjonalizm) z ekonomiczną lewicowością (żądanie silnego, opiekuńczego państwa). Ksenofobia okazała się w modelu regresji najsilniejszym czynnikiem rozwijającym myślenie spiskowe.
Wyniki badań obalają powszechny mit: że teorie spiskowe to domena prostych ludzi ze wsi, starszych, słabiej wykształconych. Tymczasem raport NASK pokazuje, że wielkość miejscowości zamieszkania nie ma istotnego znaczenia statystycznego. A seniorzy powyżej 60. roku życia wykazują najniższy poziom myślenia spiskowego (średnia 2,74) – znacznie niższy niż Polacy w wieku 18–29 lat (3,10) czy 30–39 lat (3,16). Samo formalne wykształcenie wyższe również nie stanowi bariery ochronnej – decyduje nie dyplom, lecz realna wiedza faktograficzna.
Wiedza ta ma ponadto uderzająco asymetryczny charakter. Bo biegłość w zakresie zdrowia i nowych technologii oraz klimatu i środowiska skutecznie chroni przed myśleniem spiskowym, ale wiedza o funkcjonowaniu państwa i gospodarki – już nie. Autorzy interpretują to jako efekt głębokiego, strukturalnego deficytu zaufania instytucjonalnego, którego sama wiedza faktograficzna nie jest w stanie przezwyciężyć.
Dlaczego prasa chroni?
Skąd bierze się skuteczność prasy w ochronie przed teoriami spiskowymi? Pierwszym i najważniejszym strukturalnym wyjaśnieniem jest istnienie redakcji jako instytucji weryfikacji. Każdy artykuł – zanim trafi do druku lub do e-wydania – przechodzi przez wielostopniowy proces: autor, redaktor prowadzący, sprawdzenie faktów, korekta, często konsultacja ekspercka. Błędy się zdarzają, ale istnieje systemowy mechanizm ich wychwytywania i korygowania. Co ważniejsze, istnieje systemowa odpowiedzialność – pod tekstem podpisuje się konkretna osoba, a za tą osobą stoi redakcja jako instytucja.
W środowisku platform społecznościowych – a szczególnie na TikToku i Snapchacie, gdzie algorytm decyduje, co użytkownik zobaczy – taki mechanizm nie istnieje. Treść twórcy, który nigdy nie studiował dziennikarstwa, nigdy nie konsultował swoich tez z ekspertami i nigdy nie ponosił konsekwencji za błędy faktyczne, może trafić do milionów odbiorców, zanim jakakolwiek moderacja zdąży zadziałać. O ile w ogóle zadziała.
Przedstawiciele wydawców mówią o tym doświadczeniu w bardzo podobnych kategoriach. Jest w ich słowach zarówno zawodowa duma, jak i świadomość odpowiedzialności, która nie daje się zredukować do marketingu.
– Profesjonalne redakcje prasowe i wyrastające z nich internetowe hołdują najważniejszym zasadom etycznym dziennikarstwa. Każda wiadomość musi być sprawdzona, skonsultowana i pochodzić z co najmniej dwóch niezależnych źródeł. Dziennikarze mają swoje sprawdzone źródła i informatorów, którym mogą ufać i z którymi relacje budują przez lata. Za konkretny tekst odpowiada podpisany z imienia i nazwiska autor, za którym stoi też redaktor. Tak skonstruowane gęste sito selekcjonowania materiałów sprawia, że dezinformacja i teorie spiskowe nie mają prawa znaleźć się na łamach gazety czy zostać opublikowane w portalu – uważa Krzysztof Głowiński-Lubiak, PR Manager Grupy ZPR Media. – Brandy prasowe, takie jak „Super Express”, po prostu nie mogą pozwolić sobie na publikowanie niesprawdzonych newsów, bo zbyt wiele ryzykują – swoją budowaną od dekad reputacją i zaufaniem czytelniczek i czytelników. Nie jesteśmy anonimowym profilem na Facebooku czy Instagramie, który może opublikować w zasadzie wszystko – dodaje.
Zdaniem Krzysztofa Głowińskiego-Lubiaka teorie spiskowe, dezinformacja i manipulacja to już od lat nie jest egzotyka, tylko realny problem rosnący wraz ze wzrostem liczby użytkowników platform społecznościowych i znaczeniem ich jako źródła informacji o świecie. Fake newsy, szczególnie te dotyczące zdrowia, bezpieczeństwa, polityki (w tym wyborów) czy sytuacji kryzysowych, potrafią realnie prowadzić do konsekwencji społecznych i wzmacniać polaryzację. – I jest to jednocześnie sygnał ostrzegawczy dla tradycyjnych mediów, do których zaufanie słabnie. Naszym zadaniem musi być nie tylko prostowanie dezinformacji, ale ciągłe budowanie własnej wiarygodności wśród odbiorców – podkreśla przedstawiciel ZPR Media.
Dwa bezpieczniki
Elżbieta Wichrowska z Wydawnictwa Bauer wskazuje na dwa konkretne mechanizmy, które określa mianem bezpieczników – i których nie posiadają autorzy działający wyłącznie w internecie.
– Pierwszy to proces redakcyjny. Redaktorzy pracujący w tradycyjnych mediach, zgodnie ze starą szkołą, weryfikują każdy tekst przed publikacją, często pełniąc przy tym funkcję fact-checkerów. Konfrontujemy informacje, sprawdzamy konteksty, potwierdzamy je u ekspertów. To zmniejsza ryzyko powielania nieprawdziwych treści. I jest szczególnie ważne w odniesieniu do teorii spiskowych, które często bazują na wyrwanych z kontekstu fragmentach prawdy. Drugi to odpowiedzialność instytucjonalna. Redakcja tradycyjnej prasy to wciąż instytucja. Nie jest anonimowa, ma markę budowaną przez dziesięciolecia (jak to jest w przypadku tytułów Wydawnictwa Bauer). Ewentualny błąd nie zniknie w strumieniu anonimowych treści, uderza w reputację. Stąd konieczna jest większa ostrożność i odpowiedzialność za treść – mówi Elżbieta Wichrowska, Planer w dziale Prawo / Hub Poradniki, Wydawnictwo Bauer.
Podkreśla też inny, często niedoceniany wymiar tej wiarygodności – długotrwałą relację z czytelnikiem. Wciąż czytelnicy piszą do redakcji tradycyjne listy, dzieląc się swoimi historiami i prosząc o poradę – w dobie TikToka i algorytmów rekomendacyjnych brzmi to, jak anachronizm, ale jest świadectwem zaufania, którego żaden algorytm nie jest w stanie zasymulować.
– Pierwszorzędne znaczenie, jak zawsze nie tylko w mediach, mają kadry, czyli jakość zespołów redakcyjnych i współpracujących z nimi środowisk eksperckich. Wysokie kompetencje i doświadczenie zespołów redakcyjnych sprawiają, że do każdej nowej informacji podchodzą zgodnie z wypracowaną u siebie metodyką. Zachowują się w sposób racjonalny i sceptyczny. Przede wszystkim szukają potwierdzenia lub zaprzeczenia informacji w innych, dodatkowych źródłach. Z racji wieloletnich doświadczeń i szerokich kontaktów media tradycyjne mają duże możliwości weryfikacji tego, co dostają. Na taki model i na takie zasady funkcjonowania prasa tradycyjna pracowała dziesiątki lat. I teraz to profituje. Nie daje się, a jeśli już to bardzo rzadko, łapać na fake newsy.
Ważnym elementem tej odporności na teorie spiskowe są adresaci, czyli czytelnicy tych mediów. Jeśli są w tej grupie i wydają pieniądze na prasę tradycyjną, to z natury rzeczy odrzucają takie teorie. To nie jest ich świat – uważa Jerzy Domański, redaktor naczelny Tygodnika „Przegląd”.
Ćwiczenie myślenia
Kolejną, równie ważną strukturalną przewagą prasy jest format samego przekazu. Raport NASK, powołując się na ustalenia Hameleersa i współpracowników z 2020 roku, wskazuje, że dominacja przekazu obrazkowego i wideo nad tekstowym sprzyja podatności na dezinformację. Obraz angażuje emocje i wywołuje szybkie, intuicyjne reakcje – to, co psycholodzy poznawczy nazywają przetwarzaniem Systemu 1. Tekst pisany wymaga wolniejszego, bardziej refleksyjnego wysiłku poznawczego – przetwarzania Systemu 2. Badania konsekwentnie pokazują, że właśnie ten drugi tryb myślenia zwiększa odporność na dezinformację i zmniejsza podatność na jej emocjonalne mechanizmy.
Długi tekst prasowy – reportaż, analiza, komentarz oparty na faktach – przez sam swój format ćwiczy i wymaga analitycznego myślenia. Treść wideo na TikToku, skrojona pod maksymalny czas uwagi 60–90 sekund i zoptymalizowana przez algorytm pod kątem emocjonalnego zaangażowania, nie daje takiej szansy. Nie jest to kwestia złej woli twórców ani użytkowników. To po prostu właściwość formatu.
Artur Kosiński z Wydawnictwa Bauer ujmuje to w kategoriach drogi, jaką treść przebywa, zanim dotrze do czytelnika – i jak ta droga odróżnia prasę od wszystkiego, co dzieje się w mediach społecznościowych.
– Teorie spiskowe są polem eksplorowanym najczęściej przez samozwańczych „poszukiwaczy prawdy”, którzy nie opierają się na wiarygodnych źródłach, nie podlegają żadnej weryfikacji, zwykle nie ponoszą żadnych konsekwencji. Nierzadko są inspirowani – eufemistycznie mówiąc – z zewnątrz. Prasa – to odpowiedzialność za słowo, to latami budowana wiarygodność, która przecież nie jest dana raz na zawsze. Prasa – to pewien rodzaj nieformalnej umowy społecznej, między wydawcą a czytelnikiem, zobowiązanie do rzetelnego przekazywania zweryfikowanych informacji. Czytelnicy ufają prasie, a prasa nieustannie musi pracować na to zaufanie. Prasa nie powinna nigdy iść na skróty i dawać prostych rozwiązań i odpowiedzi, co właśnie dzieje się w przypadku teorii spiskowych – przekonuje Artur Kosiński, Redaktor Zarządzający Tytułami TV, Wydawnictwo Bauer.
– W dobie mediów społecznościowych, kiedy praktycznie każda informacja błyskawicznie może dotrzeć do milionów odbiorców, którzy nie zawsze mają możliwość (a często i niestety chęć) jej zweryfikowania, zdecydowanie należy traktować teorie spiskowe jako zagrożenie. Wprawdzie mogą one czasami śmieszyć, ale nie możemy ich lekceważyć. Im więcej pojawia się ich w przestrzeni medialnej, tym mocniejszy tworzą grunt pod teorie, które kiedyś – może nawet w niedalekiej przyszłości – mogą wywołać nawet poważne niepokoje społeczne, których dziś się nie spodziewamy – ostrzega Artur Kosiński.
Koszty pomyłki
Trzecim mechanizmem stanowiącym o przewadze prasy jest coś, co można by nazwać kosztami pomyłki. Anonimowy profil na Facebooku lub TikToku, który opublikuje dezinformację, nie ponosi żadnych realnych konsekwencji – w najgorszym razie jego post lub profil zostanie usunięty przez moderatorów, on sam zaś otworzy kolejne konto. Redakcja prasowa, która opublikuje nieprawdziwą informację, narazi się na sprostowanie, postępowanie przed sądem, odpowiedź Rady Etyki Mediów, utratę reputacji i – w ostateczności – odpływ czytelników i reklamodawców. Te koszty są realne i dotkliwe. Właśnie dlatego redakcja jest z zasady ostrożna.
Ewelina Burda, zastępca redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”, opisuje to jako wieloetapowy system weryfikacji, który wbudowany jest w codzienną pracę każdej profesjonalnej redakcji.
– Ta wyższa odporność na teorie spiskowe ma podstawy w tradycyjnych zasadach działania redakcji. Dziennikarze tworzą swoje materiały autorsko, ale ich tematyki są wynikiem dyskusji na kolegiach. Materiał po powstaniu poddawany jest dwukrotnej redakcji oraz korekcie z fact checkingiem. W tworzenie jednego materiału zaangażowane są osoby o różnych kompetencjach, co pozwala na wiele takich momentów „stop”, jeśli coś wydaje się wątpliwe lub wymaga lepszego sprawdzania. W obliczu konkurencji darmowych informacji w sieci, które często tworzone są przez jedną osobę, bez tej wieloetapowej weryfikacji, tu jest siła redakcji tradycyjnych, zarówno w wydaniach drukowanych, jak i cyfrowych. W „Tygodniku” te same zasady, które stanowią o sile wydania drukowanego, od lat stosowane są do e-wydań czy serwisu TygodnikPowszechny.pl. – wyjaśnia Ewelina Burda z „Tygodnika Powszechnego”. W jej ocenie wiarygodność budują treści wysokiej jakości: rzetelne i ciekawe jednocześnie. A wysoki poziom wiarygodności to dziś dla mediów tradycyjnych być albo nie być.
– Bez wątpienia teorie spiskowe to jedno z największych zagrożeń społecznych dzisiejszych czasów. Obecne są we wszystkich obszarach życia: mogą dotyczyć polityki, nauki, tematów zdrowotnych czy nawet kultury. Na tym odcinku zadaniem dziennikarskim jest ich bezwzględne demaskowanie za pomocą faktów, ekspertów, rzetelnej nauki. Ale ważna jest też odpowiednia wrażliwość: by demaskując teorie spiskowe w przekazie nie zawierać pogardy dla tych, którzy są na nie podatni, a z różnych powodów (np. ekonomicznych) zaczynają w nie wierzyć. To wielkie wyzwanie współczesnego dziennikarstwa – obalać teorie spiskowe zachowując szacunek do ludzi: także tych, którzy w nie wierzą – dodaje Ewelina Burda.
Format, nie ideologia
Raport NASK zawiera wynik, który powinien zmienić sposób myślenia o mediach w Polsce. Autorzy podzielili portale internetowe nie według tematyki, lecz według stylu redakcyjnego i formatu narracji: na media tożsamościowe, tabloidalne i głównego nurtu. Wyniki okazały się zaskakujące. Odbiorcy mediów tożsamościowych (konserwatywno-religijnych) i tabloidalnych nie różnią się od siebie istotnie statystycznie pod względem podatności na myślenie spiskowe. Oba profile osiągnęły wynik około 3,17–3,19. Obydwa natomiast różnią się istotnie od czytelników mediów głównego nurtu (wynik: 2,83).
Wniosek jest fundamentalny: nie treść ideologiczna, lecz format i architektura narracji decydują o ryzyku dezinformacyjnym. Zarówno portal o profilu konserwatywno-religijnym, jak i portal plotkarski operują podobnym mechanizmem psychologicznym – koncentracją na ujawnianiu ukrytej prawdy, emocjonalizacją przekazu, sensacyjnością. To właśnie te cechy sprzyjają myśleniu spiskowemu. Profesjonalne medium z redakcyjnym filtrem jakości, niezależnie od profilu politycznego, działa ochronnie.
Elżbieta Wichrowska z Wydawnictwa Bauer opisuje, jak ten mechanizm demaskowania działa w praktyce – nie jako abstrakcyjna zasada, lecz jako konkretna, codzienna praca redakcyjna.
– Tradycyjne media nie tylko odrzucają takie treści i postawy. Powinny je też demaskować, pokazywać, jakie mechanizmy kryją się za takimi konspiracyjnymi narracjami i czemu mogą one służyć. I w tym sensie edukować czytelników. Systematycznie to robimy w naszych publikacjach, m.in. w tygodniku poradnikowym „100 Rad”, poruszając tematy aktualne i ważne dla czytelniczek. Dajemy im też narzędzia, które pozwalają rozpoznawać dezinformację i uodpornić się na fałszywych narracje. Przykładowo w ostatnim wydaniu „100 Rad” (nr 21) „rozprawiamy się” z teoriami spiskowymi dotyczącymi hantawirusa (w materiale pt. „Co jest prawdą, a co kłamstwem na temat hantawirusa? Dezinformacja i teorie spiskowe o rzekomej nowej epidemii – czy jest się czego obawiać?”). Wierzymy, że w dłuższej perspektywie takie działanie ma głęboki sens – mówi Elżbieta Wichrowska, Planer w dziale Prawo / Hub Poradniki, Wydawnictwo Bauer.
To znamienny przykład. Tygodnik poradnikowy, skierowany do czytelniczek w średnim i starszym wieku, systematycznie i bezpośrednio mierzy się z teoriami spiskowymi – nie przez ignorowanie ich, lecz przez wyjaśnianie mechanizmów, które za nimi stoją. To jest właśnie ta funkcja prasy, której żaden algorytm nie zastąpi: nie tylko informowanie, lecz edukowanie w zakresie krytycznego myślenia.
– Utrzymanie wysokiego poziomu wiarygodności prasy to cel, do którego trzeba maszerować bez przerw i bez samozadowolenia z tego, co się osiągnęło. Gazeta walczy o wiarygodność każdego dnia i z każdym wydaniem, a tygodnik co tydzień. Wydanie kilku numerów w gorszej formie powoduje zmianę dobrych ocen i w konsekwencji rezygnację czytelników. Nic tu nie jest dane na zawsze. Wystarczy przeanalizować rynek prasy w ostatnich dekadach. Wiarygodność tytułów jest tożsama z wiarygodnością dziennikarzy, którzy je redagują. Trzeba nad nią ciężko pracować. Jedną z metod jest drobiazgowa analiza każdego numeru i wszystkich artykułów. Uczciwa merytoryczna ocena błędów. Ważna przede wszystkim dla tych, którzy dopiero wchodzą do zespołu. Ale błędy są też czasem spowodowane rutyną. By się ich ustrzec, musi być profesjonalna korekta. Szybko postępujący proces zastępowania korekty przez AI powoduje spadek poziomu, komiczne błędy i wpadki. Wydawcy często rezygnują z zatrudniania korekty, bo brakuje im środków finansowych. Niestety niczego to nie rozwiązuje. Jest po prostu gorzej – komentuje Jerzy Domański, redaktor naczelny „Przeglądu”.
Broń i misja
Raport NASK identyfikuje wiedzę faktograficzną jako najsilniejszy czynnik chroniący przed myśleniem spiskowym. Osoby z grupy o najwyższym poziomie wiedzy faktograficznej wykazują średni wskaźnik myślenia spiskowego na poziomie 2,37 – o 0,86 punktu niższy niż osoby z grupy o najniższej wiedzy (3,23). Taka różnica w praktycznych terminach oznacza jakościowo inny stosunek do rzeczywistości.
Tu właśnie pojawia się misyjna rola prasy. Kto dostarcza Polakom rzetelnej wiedzy medycznej, naukowej, technologicznej w przystępnym języku? Kto wyjaśnia zmiany klimatyczne, mechanizmy szczepień, zasady działania sieci 5G? Przede wszystkim prasa, tak tradycyjna, jak i internetowa, a konkretnie jej działy naukowe, suplementy zdrowotne, dodatki technologiczne, tygodniki popularnonaukowe. To przez redakcyjny filtr tych tytułów wiedza naukowa dociera do przeciętnego czytelnika i buduje w nim ten zasób, który – jak pokazuje NASK – chroni go przed narracjami spiskowymi.
Inwestycja w dziennikarstwo naukowe, w popularyzację wiedzy, w fact-checking nie jest filantropią ani PR-em. Jest inwestycją w odporność czytelników – tę samą odporność, którą raport NASK mierzy jako najsilniejszy czynnik ochronny. Redakcje, które to rozumieją, budują nie tylko lojalność czytelniczą, lecz dosłownie zdrowie demokratyczne społeczeństwa.
Świat, w którym dezinformacja, jak wskazuje Światowe Forum Ekonomiczne w swoim raporcie o globalnych ryzykach z 2025 roku, jest jednym z dwóch najpoważniejszych zagrożeń na najbliższe lata (obok katastrof klimatycznych) – to świat, w którym prasa ma do odegrania rolę, której nie sposób zastąpić. Algorytm TikToka optymalizuje pod kątem zaangażowania emocjonalnego. Redaktor prasowy optymalizuje pod kątem prawdy. To nie jest ta sama praca.
– Uważam, że lekceważenie teorii spiskowych jest błędem, za który społeczeństwa mogą słono zapłacić. Rozwój technologii następuje w takim tempie, że coraz łatwiej można wpływać na nastroje ludzi. Nigdy nie odbywa się to w interesie państwa. Zawsze stoją za taką aktywnością czyjeś wrogie intencje. Wraz z rozwojem technologii równolegle szybko rozwijają się metody wpływania na ludzi, na nasze postawy i zachowania. Manipulacja przybiera coraz perfidniejsze formy – ostrzega Jerzy Domański z „Przeglądu”.
Ewelina Burda kończy swoją wypowiedź słowami, które dobrze mogłyby posłużyć za definicję dziennikarstwa w epoce dezinformacji: bezwzględne demaskowanie fałszu za pomocą faktów, ekspertów i rzetelnej nauki – ale z zachowaniem szacunku do tych, którzy dali się omamić. Nie pogarda, lecz wyjaśnianie. Nie wywyższanie, lecz edukacja. To trudne, wymagające i kosztowne. Ale jest też niezbędne.
Tarcza z papieru nie jest słaba. W dobie TikToka i Snapchata, algorytmów i komunikatorów jest ważniejsza niż kiedykolwiek – bo jest jedyną, jaka naprawdę istnieje.
KINGA SZYMKIEWICZ
DARIUSZ MATEREK
Źródła: Kamiński K., Ładna A., Rosłaniec K. (2026). Paradoks spiskowy. O lęku przed innymi, potrzebie silnego państwa i podatności na narracje dezinformacyjne: Raport z badania ogólnopolskiego. NASK – Państwowy Instytut Badawczy ; Newman N. i in. (2025). Reuters Institute Digital News Report 2025. Reuters Institute for the Study of Journalism, University of Oxford.