cykliczne porady dla sprzedawców, opinie ekspertów

Najlepsi sprzedawcy prasy z województwa podkarpackiego

Dziś przedstawiamy najlepszych sprzedawców prasy z oddziału podkarpackiego Departamentu Dystrybucji Prasy Kolportera. Dbają o to, by klienci zawsze znaleźli u nich to, czego potrzebują. Jedni radzą sobie sami, innym pomaga w tym sprawdzony personel.
Zaufany zespół
SONY DSC
Wiesław Rzeszut z Rzeszowa
Handlem prasą zajmuję się już bardzo długo, chyba ponad 15 lat. Z Kolporterem współpracuję od siedmiu lat. Były okresy, że prowadziłem nawet dziewięć punktów z prasą. W tej chwili mam trzy. Wszystkie to wolnostojące kioski. Są zlokalizowane w Rzeszowie: jeden na dworcu autobusowym PKS, dwa na osiedlach. Wiadomo, że w tych ostatnich klientami są głównie okoliczni mieszkańcy. Natomiast z usług kiosku na dworcu korzystają pasażerowie autobusów oraz pacjenci pobliskiej przychodni. Muszę przyznać, że przychodnia to teraz główne źródło klientów tego punktu, bo pasażerów PKS ma coraz mniej.
Kioski są czynne od godz. 6 do 19. W niedzielę też pracują, choć oczywiście trochę krócej. Oprócz gazet mamy typowy dla takich punktów asortyment: papierosy, zabawki, trochę chemii gospodarczej, słodycze, napoje. Zwłaszcza na dworcu napoje i drobne artykuły spożywcze są ważne.
Zatrudniam siedem pracownic. Wszystkie przyjąłem z polecenia i jestem z ich pracy bardzo zadowolony. Są kompetentne, uczciwe, mogę im zaufać. Sam nie zajmuję się sprzedażą. Prowadzę jeszcze hurtownię zniczy i to zajmuje mi sporo czasu. Do kiosków dowożę towary, oczywiście tylko te, których nie dostarcza nam hurtownia. Poza tym jestem zawsze w każdym punkcie wieczorem przy zamknięciu, zaglądam też w ciągu dnia. Przy takim trybie pracy trudno o jakiś czas wolny. Pracuję nawet w weekendy. Ale tak to jest, kiedy prowadzi się własny biznes.
Praca obok domu
SONY DSC
Kazimiera Wojtuń z Przeworska
W kiosku, który dziś jest mój, przepracowałam najpierw pięć lat jako sprzedawca. Później przejęła go moja córka i przez kolejne pięć lat jej pomagałam. A prawie rok temu zdecydowałam, że ja go przejmę od córki. I teraz jestem „na swoim”.
Kiosk stoi w bardzo dobrym miejscu: w pobliżu osiedla, niedaleko są dwie szkoły, przedszkole. W wakacje jest w związku z tym trochę mniej klientów, ale już od września wracają do mnie. Do pracy mam blisko, bo mieszkam w bloku obok. Więc w kiosku jestem już o 5.15. Ci, którzy idą tak wcześnie na autobus do pracy, mogą już u mnie kupić to, czego im potrzeba. Zamykam o godz. 17, bo o tej porze klientów już nie ma.
Mam bardzo dużo stałych klientów. Wszyscy mnie tu znają. Oczywiście – z racji na sąsiedztwo – zagląda do mnie dużo dzieci. Specjalnie dla nich mam w ofercie zaszyty, bloki, długopisy i inne drobne artykuły szkolne. Jeśli uczniom czegoś zabraknie, mogą u mnie dokupić w drodze na lekcje. Chętnie kupują też dziecięcą prasę, zwłaszcza kolorowe wydawnictwa na licencji, na podstawie bajek telewizyjnych. Jeśli chodzi o gazety, mam bardzo duży wybór tytułów. Staram się je eksponować tak, by jak najwięcej było widocznych. Oprócz pism dziecięcych, dobrze sprzedaje się prasa kolorowa, kupowana przez panie. Panowie wolą gazety codzienne, zwłaszcza regionalne jak „Nowiny”, czy „Super Nowości”. Najwięcej sprzedaje się ich oczywiście w piątki, gdy dołączany jest program telewizyjny.
Czas wolnego nie mam zbyt wiele. Zawsze jest coś do zrobienia w domu. Poza tym mam działkę, na której mogłabym przesiadywać całymi dniami.
Odzyskałam klientów
Dorota Rzeszutek (4)
Dorota Rzeszutek z Kolbuszowej
Wcześniej pracowałam w różnych branżach. W handlu też, ale nie był to handel prasą. W końcu postanowiłam, że pora „pójść na swoje”. W grudniu ubiegłego roku zdecydowałam, że poprowadzę kiosk. Ten punkt, w centrum miasta, w rynku, istniał już wcześniej, ale przez ostatnie pół roku był nieczynny. Klienci przenieśli się w inne miejsca, więc musiałam sporo popracować nad ich odzyskaniem. Na szczęście się udało. Wielu z nich zagląda do mnie codziennie. Inni przychodzą regularnie np. dwa razy w tygodniu, po gazety. Zagląda do mnie też dużo dzieci. Rodzice nie boją się dać im pieniędzy, bo mają do mnie zaufanie, wiedzą, że ich nie oszukam.
Prasę mam bardzo dobrze wyeksponowaną. Staram się ją układać tematycznie: osobno pisma historyczne, zdrowotne, młodzieżowe, dla dzieci itd. Dobrze sprzedają się tygodniku typu „Życie na Gorąco”, ale też gazety dziecięce, historyczne.
W ofercie mam także słodycze, zabawki, tytonie, drobiazgi typu igła, nitka, plastry. Zwłaszcza rano ludzie przybiegają a to po chusteczki, a to po gumę do żucia. Kiosk jest czynny od godz. 6 do 17. W sobotę zamykam wcześniej, a w niedziele mam nieczynne. Pracuję sama – czasem wspomaga mnie mąż – i potrzebuję dnia wolnego. Nadrabiam wtedy prace domowe, a żeby się zrelaksować, jeżdżę z córką na rowerze. Chętnie też sięgam po dobry film.
Z prasą z przypadku
SONY DSC
Mariusz Gomuła z Kołaczyc
Handlem prasą zajmuję się od 2000 roku. Wcześniej pracowałem u kogoś, prowadziłem lombard. I doszedłem do momentu, gdy chciałem zacząć robić coś na własny rachunek. Akurat kolega potrzebował wspólnika – i tak przypadkiem trafiłem do tej branży. Po pół roku kolega zrezygnował, a ja do tej pory prowadzę salonik w centrum miasta, w rynku. Jest tu dużo miejsca dla klientów. Mam szeroki wybór prasy, około 700 – 800 tytułów. Jeśli chodzi o sprzedaż, to gusta klientów się zmieniają. Panie chętnie sięgają po kolorową prasę kobiecą. Dzieci namawiają rodziców na kupno gazetek z gadżetami, kolorowankami, zabawkami. Gratisy zawsze przyciągają. Dobrze sprzedają się także tygodniki opinii.
Oprócz prasy, w asortymencie mam też chemię gospodarczą, zabawki, trochę sprzętu RTV, baterie, srebro. Oczywiście również papierosy. Klientów przeważnie mam stałych, ale zaglądają tu też przejezdni. To jest trasa przelotowa na Kraków, ruch jest duży, wielu kierowców potrzebuje coś kupić albo na przykład puścić totolotka. Ponad sto osób dziennie na pewno do mnie zagląda. Wiadomo, są i tacy, którzy tylko pooglądają i wyjdą, ale większość coś kupi.
Wolny czas poświęcam domowi, zawsze jest coś do zrobienia lub załatwienia.
 
Ewa Kłopotowska

Dodaj komentarz