Święta u kontrahentów

Wielkanoc to najstarsze chrześcijańskie święto. To czas oczekiwania, radości i celebracji życia. Tylko niektórzy decydują się na spędzenie Wielkiej Nocy na zagranicznych wojażach, większość – zgodnie z tradycją – święta spędza w uczestnicząc w religijnych obrządkach, a później biesiadując wspólnie z rodzinami w swoich domach. Zapytaliśmy kontrahentów Kolportera, jak oni obchodzą Wielkanoc.

Elżbieta Sadowska, prowadząca punkt w domu handlowym Arena we Wrocławiu:

Elżbieta Sadowska

– Święta Wielkanocne spędzamy bardzo tradycyjnie i rodzinnie. Nie wybieramy się na zagraniczne wycieczki. Święta organizujemy w domu. Przyjeżdżają do nas dzieci ze swoimi rodzinami. Pomimo że ja jestem ze Śląska, a mąż pochodzi z terenów wschodniej Polski, w naszym domu nie królują jakieś nietypowe obyczaje. Przygotowujemy się do świąt przez cały Wielki Tydzień. Uczestniczymy w Triduum Paschalnym. Oczywiście, wybieramy się wspólnie na święcenie pokarmów, a w niedzielę spotykamy się całą rodziną na wielkanocnym śniadaniu. Zanim zasiądziemy przy stole, dzielimy się jajkiem. Wspólnie biesiadujemy, ciesząc się swoją obecnością. Na naszym wielkanocnym stole nie może zabraknąć jajek pod różną postacią, pieczonych mięs i pasztetu, sałatek. Staramy się wszystko przyrządzać sami. Oczywiście miłośnicy łakoci także znajdą coś dla siebie. Czeka na nich tradycyjna drożdżowa baba wielkanocna. Święta Wielkanocne to czas, w którym poświęcamy się w całości rodzinie i dbamy o to, aby nic nie zburzyło radości świętowania.

 

Beata Szczęsna, prowadząca kiosk w Opolu:

Beata Szczęsna

– Święta Wielkanocne kojarzą mi się z rodzinnymi tradycjami i wartościami, które sama wyniosłam z domu, przez lata przekazywałam swoim dzieciom, a teraz przekazuję już wnukom. Przede wszystkim, poza sferą religijną, duży nacisk kładę na dbanie o ciepło domowego ogniska. W święta przyjeżdżają do nas dzieci z wnukami. To czas tylko dla nas. Wspólnie malujemy jajka, przygotowujemy koszyczki ze święconką i uczestniczymy w wielkanocnych nabożeństwach. Uwielbiam te chwile, bo są bardzo radosne, szczególnie od kiedy pojawiły się w naszej rodzinie wnuki. Dzieci zawsze wprowadzają wiele radości i uśmiechu, co przy okazji tych szczególnych świąt jest nieocenione. Oczywiście Wielkanoc to wspólne ucztowanie. Na naszym stole pojawiają się malowane jaja, ale nie może zabraknąć także tych faszerowanych. Obowiązkowo żurek i biała kiełbasa. No i przysmaki mojego syna pascha i mazurek. Bez tych potraw Wielkanoc nie mogłaby się odbyć. I choć Święta Wielkanocne zawsze w naszym domu były bardzo rodzinne, muszę przyznać, że bardzo się zmienił sposób ich obchodzenia. Mam na myśli Lany Poniedziałek. Kiedyś, gdy dzieci były jeszcze małe, cały dzień odbywały się „bitwy” na wodę. Nieraz cały dom był mokry, zalane pościele, podłogi. Kiedy dzieci dorosły, ten obyczaj zaczął w naszym domu zanikać. Dopiero gdy pojawiły się wnuki, odrodził się na nowo, choć nie na taką skalę jak kiedyś. Starszy wnuk już wie, czym jest Śmigus-Dyngus. Młodszy jest na to jeszcze za mały, ale za parę lat i on się przekona. Tradycja i rodzina są bowiem dla mnie najważniejsze.

Agnieszka Hocyk

 

Agnieszka Hocyk, prowadząca salonik prasowy w Sanoku: – Jak spędzamy Wielkanoc? Tradycyjnie, w rodzinnym gronie. Święta na dobre zaczynamy w Wielki Piątek. Tego dnia idziemy do kościoła, aby uczestniczyć w Liturgii Męki Pańskiej. Zgodnie z tradycją, w Wielką Sobotę idziemy poświęcić pokarmy, które będziemy spożywać. Wspólne ucztowanie i świętowanie Wielkiej Nocy zaczynamy od niedzielnego śniadania. Na stole co roku pojawiają się jajka, chrzan, biała kiełbasa, sałatki, różne rodzaje wędlin i mięs i oczywiście ciasta. Natomiast w poniedziałkowy poranek budzę dzieci oblewając je wodą i w ten sposób je witam w Śmigusa-Dyngusa. Święta Wielkanocne są dla nas bardzo radosne i wesołe.

 

 

Krzysztof Bandurski

Krzysztof Bandurski, właściciel saloniku prasowego w Olsztynie:  – Wielkanoc dziś już nie jest taka sama jak kiedyś. Inaczej świętowało się będąc dzieckiem, a inaczej w dorosłym życiu. Nie zmieniło się to, że Wielką Noc spędzam z rodziną na Warmii i Mazurach. Kiedyś wszyscy zjeżdżaliśmy się do rodziców, a od jakiegoś czasu spotykamy się u siostry, która mieszka pod Olsztynem. W przeszłości, zanim obowiązki zawodowe wzięły górę, świętowanie zaczynało się od uczestnictwa w poświęceniu ognia i wody w sobotnie popołudnie. Obecnie wielkanocne obchody zaczynamy od mszy rezurekcyjnej w niedzielny poranek. Po powrocie z kościoła wszyscy zasiadamy do tradycyjnego, wielkanocnego śniadania. Na stole znajdują się jajka, pieczone mięsa (karkówka, schab, nadziewana kaczka), wędliny, biała kiełbasa, żur z jajkiem. Nie może zabraknąć także różnych słodkości: babki czy makowca. Wielkanoc to czas radości, że Pan zmartwychwstał. To zwiastun nowego życia. Pamiętam, że jako dziecko jeździłem do babci do miejscowości Różan na Mazowszu. Babcia zawsze na Wielkanoc miała w obejściu małe kurczaczki – symbol nowego życia. I właśnie z tym i ogólną radością kojarzą mi się te święta. Pamiętam, że na Mazowszu bardzo hucznie zwiastowano zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Zaraz po wyjściu z kościoła strzelano z batów i korków. Takich zwyczajów nie ma na Warmii i Mazurach. Natomiast w obu regionach podobnie obchodziło się Poniedziałek Wielkanocny. Woda lała się wszędzie. Szczególne bitwy toczone były w ciepłe dni. Będąc dziećmi biegaliśmy z wiaderkami i butelkami z wodą i oblewaliśmy siebie nawzajem. Te obyczaj jest nieco inny w obecnych czasach. Dzieciaki preferują pistolety na wodę, najlepiej o dalekim zasięg, żeby samemu uniknąć zmoczenia. Dorośli podchodzą do tych obyczajów symbolicznie. Tak jak mój tata, który zawsze oblewał mamę perfumami.