Wieczorna bajka to nie tylko rytuał przed snem. To budowanie więzi, która zostaje na całe życie. To inwestycja w mózg dziecka, która zwróci się tysiąckrotnie. To chwile, których nie zastąpi żaden tablet ani najlepszy serial na YouTube. Ale jak głęboko sięga moc wspólnego czytania? I dlaczego właśnie mama – nie tata, nie aplikacja edukacyjna, nie audiobook – odgrywa w tym procesie tak kluczową rolę?

Mama czyta, dziecko rośnie
Badania neurobiologiczne nie pozostawiają wątpliwości: czytanie dzieciom to jedna z najpotężniejszych metod stymulacji rozwoju mózgu. U dzieci, którym rodzice już na wczesnym etapie rozwoju systematycznie czytają, obszary odpowiedzialne za uczenie się i wyobraźnię rozwijają się znacznie szybciej niż u dzieci, którym rodzice nie czytają lub robią to sporadycznie. Potwierdzają to liczne badania prowadzone od lat dziewięćdziesiątych XX wieku w największych ośrodkach naukowych na świecie.
Pierwsze kilkanaście lub kilkadziesiąt miesięcy życia są kluczowe dla kształtowania mózgu. Nawet jeśli małe dziecko nie rozumie całej treści opowiadanej historii, samo wsłuchiwanie się w język sprzyja rozwijaniu struktur mózgu odpowiedzialnych za mówienie. Badanie opublikowane w 2014 roku przez naukowców z Carnegie Mellon University wykazało, że intensywny trening czytania u dzieci zwiększa gęstość istoty białej w mózgu – tkanki odpowiedzialnej za szybkie przesyłanie informacji między różnymi obszarami. Im wcześniej zaczniemy, tym lepiej.
Dzieci, którym czyta się regularnie, mają dwa razy większy zasób słów, a także szybciej rozwijają swoje kompetencje społeczne i umiejętność zabawy niż maluchy, którym się nie czyta. To nie fanaberia pedagogów – to twarde dane z badań naukowych. Badacze z Boston Children’s Hospital (2011) i Emory University (2013) potwierdzili, że czytanie dosłownie zmienia mózg – tworzą się nowe sieci neuronowe, poprawia się komunikacja między półkulami mózgowymi.
Podczas wspólnej lektury można w każdej chwili zrobić przerwę, porozmawiać o tym, co widzimy na obrazkach, jakie uczucia wzbudza w nas przeczytana historia, zapytać, co maluch zapamiętał. Mózg uczy się w ten sposób skupienia na treści, analizy tego, co czytamy. Pracuje też wyobraźnia. Jest to proces twórczy i rozwojowy – zupełnie inny niż pasywne patrzenie na ekran. Badacze z Uniwersytetu Sussex (2009) wykazali z kolei, że czytanie przez zaledwie sześć minut redukuje stres o 68 procent – więcej niż słuchanie muzyki (61 proc.) czy spacerowanie (42 proc.).
Rodzic między tradycją a technologią
Współczesne rodzicielstwo to balansowanie między tradycją a technologią. Tablet z edukacyjnymi aplikacjami, YouTube Kids z bajkami, audiobooki czytane przez profesjonalnych lektorów – czy to nie jest wygodniejsze, nowocześniejsze, lepsze? Otóż nie. I znów – mówią o tym badania, nie intuicja.
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleca całkowite unikanie oglądania ekranów dzieciom poniżej drugiego roku życia. Amerykańska Akademia Pediatrii (AAP) jest równie kategoryczna: dzieci do dwóch lat w ogóle nie powinny korzystać z urządzeń elektronicznych, z wyjątkiem czatów wideo z rodziną. Dzieci w wieku od dwóch do pięciu lat mogą korzystać z ekranów przez maksymalnie jedną godzinę dziennie, i to pod kontrolą rodzica. Zalecenia te nie biorą się znikąd.
Papierowa książka czy czasopismo w rękach mamy to coś zupełnie innego niż animacja na ekranie. Dźwięk i obraz z zewnątrz pozwalają mózgowi „uciec na wagary” i skupić się na czymś innym. To nie jest wada koncentracji – to naturalna reakcja mózgu na pasywny odbiór bodźców. Do prawidłowego rozwoju małe dzieci potrzebują częstych i bezpośrednich interakcji z prawdziwymi osobami – rodzicami, rodzeństwem, członkami rodziny. Tylko w takich relacjach mogą nauczyć się budować więzi, komunikować się, rozwijać empatię.
Wydawcy prasy dziecięcej widzą to z perspektywy, której nie mają badacze laboratoryjni – z perspektywy codziennej pracy z dziećmi, rodzicami i treściami, które te dzieci pochłaniają.
– Nie od dziś wiadomo, że czas to najcenniejsza wartość, którą można ofiarować bliskiej osobie, a czas spędzony na wspólnym czytaniu prasy dziecięcej to dla rodzica i dziecka wartość nieoceniona. Nie tylko buduje więź i zaufanie, ale wspiera rozwój dziecka. Psycholodzy wspominają o niebagatelnym wpływie wspólnego czytania na rozwój mowy, stymulację mózgu, rozwijanie wyobraźni, umiejętność skupienia i rozumienia słyszanej historii. Dziecko rozwija swój zasób słów i oswaja się ze złożonością zdań. To pierwszy kontakt z literaturą w serdecznej bliskości z rodzicem, który swoją uwagę poświęca w tym czasie wyłącznie dziecku. Ta wspólna chwila z pewnością zaprocentuje w przyszłości i wzajemnych relacjach – komentuje Kinga Frydrych-Siemiątkowska, Publishing Manager, Poland/Region Magazines Story House Egmont.
Kinga Frydrych-Siemiątkowska wskazuje też na kwestię fundamentalną dla neuronaukowców: – Coraz więcej wiemy o negatywnym wpływie ekranów na rozwój dzieci. Badania pokazują, że do trzeciego roku życia dziecko nie powinno mieć styczności z żadnym ekranem – jego oko i mózg nie są gotowe na przetworzenie dynamiki płynącej z ekranu. Starsze dzieci nie powinny używać ekranów, dopóki nie nauczą się czytać. Gdzie zatem mają nabyć tę cenną umiejętność, jeśli nie w przyjaznym środowisku, które oferuje drukowana prasa dziecięca: historie rozwijające wyobraźnię, uczące wrażliwości, tłumaczące zawiłości dziecięcego świata – komentuje.
Głos nauki i praktyki
Aleksandra Strzelecka, ekspertka ds. komunikacji i mediów w Fundacji Powszechnego Czytania, patrzy na rodzicielskie czytanie dzieciom przez pryzmat neurobiologii i praktyki społecznej zarazem. Fundacja, realizująca m.in. ogólnopolskie kampanie promujące czytelnictwo wśród dzieci i rodziców, gromadzi wiedzę naukową i przekłada ją na działania, których efekty widać w tysiącach polskich domów. Dla Aleksandry Strzeleckiej nie ulega wątpliwości, że wspólne czytanie to nie przyjemność – to konieczność.
– Mózg człowieka rozwija się najintensywniej w ciągu pierwszych trzech lat naszego życia i najlepiej w kontakcie z drugim człowiekiem. Wspólne czytanie książek buduje więź emocjonalną między rodzicem a dzieckiem przede wszystkim dlatego, że jest formą uważnego bycia razem. Podczas czytania dziecko doświadcza pełnej uwagi rodzica, co wzmacnia poczucie bezpieczeństwa i zaufania. To także przestrzeń do głębszej interakcji – rozmowy i zadawania pytań. Taka aktywność, czyli czytanie dialogowe, wspiera nie tylko rozwój poznawczy, ale także społeczno-emocjonalny dzieci. Dzieci uczą się w ten sposób empatii – rozpoznawania i nazywania uczuć. Dzięki temu lepiej rozumieją siebie i innych. Książka staje się więc ćwiczeniem, które wspiera umiejętność nawiązywania relacji z innymi w ogóle – tłumaczy Aleksandra Strzelecka.
Zwraca uwagę na wymiar, który w dyskusjach o czytaniu bywa pomijany: czytanie jako fundament odporności na dezinformację i świadomego uczestnictwa w cyfrowym świecie. To argument, który coraz częściej pojawia się w literaturze naukowej, a teraz zyskuje wymiar instytucjonalny – Fundacja Powszechnego Czytania organizuje w 2026 roku międzynarodową konferencję Literacy For Democracy.
– Nie oznacza to, że technologia jest czymś, czego należy unikać. Jest naturalną częścią współczesnego świata, dlatego tak ważne staje się przygotowanie dzieci do jej świadomego używania. I tu fundamentalną rolę odgrywa czytanie. Badania pokazują, że dzieci, które czytają dla przyjemności, osiągają lepsze wyniki w szkole – także w naukach ścisłych – oraz rozwijają kompetencje technologiczne. Czytanie buduje także krytyczne myślenie i odporność na dezinformację. Dłuższe teksty umożliwiają tzw. głębokie czytanie, które wspiera zdolność skupienia, analizy i refleksji. W przeciwieństwie do wielu doświadczeń cyfrowych, które wystawiają nas na wiele silnych, ale krótkotrwałych bodźców, książka wymaga czasu i uwagi, uruchamia kreatywność, myślenie abstrakcyjne oraz przyczynowo-skutkowe. To właśnie te kompetencje są dziś szczególnie cenne – wyjaśnia Aleksandra Strzelecka z Fundacji Powszechnego Czytania. Wskazuje też na wymiar modelowania: „Warto przy tym pamiętać, że dziecko uczy się przez naśladowanie – czytający dorosły jest dla niego ważnym i potrzebnym wzorem”.
Na pytanie o literaturę dziecięcą jako narzędzie wychowawcze ekspertka Fundacji odpowiada: – Literatura dziecięca to pierwszy krok w stawaniu się czytelnikiem. Siła nawyków jest tutaj bardzo ważna i procentuje. Książki są naturalnym punktem wyjścia do rozmowy – często na trudne tematy, takie jak strach, strata, relacje czy konflikty. Już od najmłodszych lat wspólne czytanie daje rodzicowi okazję, by rozmawiać z dzieckiem o emocjach i doświadczeniach, które nie zawsze łatwo nazwać wprost. Co ważne, tej roli nie należy porzucać, gdy dziecko zaczyna czytać samodzielnie. Na kolejnych etapach rozwoju literatura może jeszcze silniej wspierać dialog. Czytanie staje się więc nie tylko formą nauki, ale także narzędziem wychowania, które przygotowuje dziecko do świadomego, aktywnego życia społecznego.
Dzielenie się emocjami
Anna Błaszkiewicz, redaktorka naczelna „Kosmosu dla Dziewczynek” i wiceprezeska Fundacji Kosmos dla Dziewczynek, wie, czym jest rytuał wspólnego czytania od środka. Tworzony przez nią magazyn, adresowany do dziewczynek w wieku od sześciu do dwunastu lat, konsekwentnie stawia na wartościowe treści, które skłaniają do myślenia i rozmowy.
– Wspólne czytanie może stać się rytuałem, który pozwala budować bliskość między rodzicami i dziećmi. To taki czas, w którym robi się razem coś, co sprawia frajdę. Jest się tu i teraz, w bezpiecznej przestrzeni. W ten sposób można poznawać tajemnice świata, wzruszać się, dziwić, zadawać pytania i szukać odpowiedzi. Wiem, że są dzieci, dla których wspólna z rodzicami lektura „Kosmosu dla Dziewczynek” była przyjaznym wstępem do samodzielnego czytania. Ale to doświadczenie dzielenia się fajnymi treściami zostaje – dziecko, gdy przeczyta potem coś zaskakującego, śmiesznego czy niepokojącego, ma chęć o tym porozmawiać z rodzicami. I to jest nie do przecenienia! – mówi Anna Błaszkiewicz, redaktorka naczelna „Kosmosu dla dziewczynek”, wiceprezeska Fundacji Kosmos dla Dziewczynek
Ten mechanizm – dzielenie się zaskoczeniem, śmiechem, niepokojem – jest opisywany w literaturze psychologicznej jako jeden z fundamentów bezpiecznego przywiązania. Dziecko, które wie, że ma z kim porozmawiać o tym, co przeczytało, czuje się bezpieczniej. Anna Błaszkiewicz wskazuje też na wymiar praktyczny: – Do 3. roku życia kontakt z ekranami w ogóle nie jest wskazany, potem także warto go rozsądnie dawkować. I właśnie prasa papierowa, tak jak i książki, jest świetnym sposobem na wyciąganie dzieci z online’u, może być naprawdę atrakcyjną alternatywą. Wspólne czytanie, co ważne, może być też punktem wyjścia do innych aktywności – dlatego w „Kosmosie” zawsze podpowiadamy, jak fajnie spędzać czas wolny, np. jak zrobić szałas czy zielnik, jak przeprowadzić eksperyment chemiczny, jak zorganizować podchody czy nocowankę.
To właśnie ta wielowymiarowość – prasa jako punkt startowy do aktywności w realnym świecie – wyróżnia najlepsze polskie tytuły dla dzieci. – Ekspertki i eksperci podkreślają, że czytanie pozwala ćwiczyć uważność, rozwija wyobraźnię, uspokaja. Korzystanie z ekranów często przynosi zupełnie odwrotne efekty – ekrany rozpraszają i przebodźcowują. Choć oczywiście są w sieci również wartościowe treści, które dla starszych dzieci będą odpowiednie jako forma rozrywki czy edukacji – dodaje Anna Błaszkiewicz. – Myślę, że z czytaniem prasy jest jak z czytaniem w ogóle. Przynosi mnóstwo korzyści! Rozwija wyobraźnię, wrażliwość, poszerza horyzonty, pokazuje inne punkty widzenia. Jest świetnym punktem wyjścia do rozmów na najważniejsze tematy. Pokazuje wzorce osobowe, inspiruje, otwiera na świat. Przynajmniej my staramy się taką prasę tworzyć! – apeluje.
Uwaga rodzica
Alina Kuźmina, prezes Grupy Cogito – wydawcy m.in. tytułów edukacyjnych dla dzieci i młodzieży – patrzy na wspólne czytanie przez pryzmat czegoś, co we współczesnym świecie stało się dobrem luksusowym: niepodzielonej uwagi. W dobie telefonów z powiadomieniami, nieustannej dostępności i wielozadaniowości – całkowite skupienie się na jednej czynności jest prawdziwym wyzwaniem.
– Podczas wspólnego czytania dziecko doświadcza czegoś bardzo rzadkiego we współczesnym świecie: niepodzielnej uwagi rodzica. To moment, w którym dorosły jest „tu i teraz”, co daje dziecku poczucie bezpieczeństwa i bycia ważnym. Czytanie, również krótkich form z prasy dziecięcej, to dzielenie emocji bohaterów: radości, lęku, ciekawości. Dziecko identyfikuje się z postaciami, przeżywa historie razem z rodzicem, uczy się nazywać emocje. To właśnie współdzielenie przeżyć jest jednym z najsilniejszych spoiw relacji. Książka czy gazeta jest tylko pretekstem, prawdziwą wartością jest rozmowa. Rodzic zadaje pytania, tłumaczy świat, reaguje na emocje dziecka. Dziecko z kolei czuje się wysłuchane, uczy się wyrażać siebie – tłumaczy Alina Kuźmina, prezes Grupy Cogito.
Zwraca uwagę również na mechanizm rytualności, który – jak wykazują badania – jest jednym z kluczowych elementów budowania bezpiecznej więzi. Regularne czytanie (np. wieczorem lub po szkole) buduje przewidywalność i rytm, tworzy się rytuał, a rytuały obniżają stres, dają poczucie stabilności, wzmacniają więź emocjonalną.
– Czytanie prasy dziecięcej ma dodatkowy atut: teksty są krótsze, aktualne, bliskie codzienności. Dzięki temu łatwiej rozpocząć rozmowę („co byś zrobił na miejscu bohatera?”), rodzic i dziecko stają się partnerami w odkrywaniu świata, pojawia się naturalne poczucie, że robimy coś razem – zauważa Alina Kuźmina.
Czy dbając o kontakt dziecka z tradycyjną prasą i książką, powinniśmy jednocześnie ograniczać mu dostęp do tabletu, komputera, telefonu? – To pytanie często stawia się w formie ostrego konfliktu: albo czytasz dziecku, albo dajesz tablet. Sądzę, że to jest skrajność, problem leży gdzie indziej. Nie chodzi o tablet czy książkę/czasopismo, tylko o relację z rodzicem versus brak relacji. Tablet sam w sobie nie jest wrogiem, problem zaczyna się, kiedy zaczyna być elektroniczną nianią, która zastępuje kontakt, obecność rodzica, a nie go uzupełnia. Badania pokazują, że dobrze używane media mogą uczyć, rozwijać poznawczo i językowo, ale pod jednym warunkiem: dziecko nie korzysta z nich samo, bez wsparcia dorosłego – odpowiada Alina Kuźmina.
Furtka do świata
Bogusław Michalec z Wydawnictwa Aksjomat patrzy na czytanie przez pryzmat powinności – nie w sensie moralizatorskim, ale egzystencjalnym. Dla niego wspólne czytanie to akt, którym rodzic realnie kształtuje człowieka. I odpowiedzialność, której nie można cedować na algorytm.
– Czytanie jest otwieraniem furtki do świata. Na wczesnym i – oby tak było – nieco późniejszym etapie wychowania to rodzice naciskają tę klamkę (to nie tylko możliwość, ale i powinność), czytając, a potem podsuwając wybrane przez siebie treści. Jest to niezwykle istotna część całego procesu wychowawczego. Przez dobór lektur przekazujemy wartości, które chcemy wpoić naszym dzieciom. Szukamy takich tytułów, które zgodne są z naszym pojmowaniem rzeczywistości, które w bliski nam sposób mówią o życiu i miejscu człowieka w świecie – mówi Bogusław Michalec.
– Właściwy dobór tego, co czytamy, kształtuje późniejsze postawy czytelnicze dziecka. Treść lektury wymagać może komentarza i to drugi istotny aspekt procesu. Objaśniamy – jak tytułowy Ojciec w wierszu Miłosza – dodając zawsze „resztę opowiem kiedyś innym razem”. Powoli, rozkładając czynność na wiele kształcących rat, odsłaniamy rąbki tajemnic świata albo przynajmniej je sygnalizujemy – dodaje.
Wydawca nie ma złudzeń co do stanu mediów cyfrowych: „Internetowe portale – to znaczy te, gdzie wciąż pojawiają się partie tekstu dłuższe niż podpisy pod zdjęciem – są na skandalicznie niskim poziomie. Teksty pisane lub kopiowane, ale już nieczytane przez nikogo z tzw. redakcji, rażą ilością najprzeróżniejszych gatunkowo błędów. Częsta nieprzystawalność tytułów publikacji do treści ociera się już o zwykłe okłamywanie czytelnika – sensacja generuje liczbę odsłon, a te przekładają się na zyski”. Klasyczna prasa drukowana – jak ocenia – „ostatnim wysiłkiem, a może cudem, jeszcze jakoś się broni, jest jednak w odwrocie i nic nie wskazuje, by mogła podjąć równą walkę z mediami cyfrowymi”.
Co do tabletu – Bogusław Michalec posługuje się metaforą, która trafia w sedno: – Jadąc na rowerze możemy wygrać wyścig, pojechać do sklepu po zakupy dla babci albo – będąc nieostrożnym – nabić sobie guza lub przejechać ogon wiewiórki. I nie sam rower jest tu czemukolwiek winien, ale ten, który trzyma kierownicę i naciskając na pedały, wprawia go w ruch. Podobnie sprawa ma się z tabletem i – szerzej – innymi zdobyczami nowych technologii. Są dobrodziejstwem? Oczywiście. Czy stanowią zagrożenie? Jak najbardziej, jeśli odbiorca będzie posługiwał się nimi nieumiejętnie i bezkrytycznie.
Bogusław Michalec nie zostawia wątpliwości co do odpowiedzialności rodziców. – Od rodziców zależy, czy dziecko nauczy się rozsądnie korzystać z udogodnień proponowanych przez współczesny świat, czy też zatraci się w nich, wyjaławiając własne wnętrze i zniekształcając widzenie rzeczywistości. Nic nie tłumaczy zamiany wspólnego z rodzicem czytania na pozbawione kontroli korzystanie przez dziecko z tabletu. Nic, może poza wygodnictwem wspomnianego rodzica. Ale to żadne tłumaczenie – uważa.
Przyszłość wspólnego czytania
Badanie opublikowane w czasopiśmie „Science” w 2013 roku przez Davida Kidda i Emanuela Castano wykazało, że kontakt z literaturą piękną – zwłaszcza z tekstami o złożonych postaciach i z głębią psychologiczną – poprawia zdolność do rozumienia intencji i stanów psychicznych innych osób, czyli tzw. teorię umysłu. Uczestnicy eksperymentu, którzy czytali teksty autorstwa Alice Munro czy Antona Czechowa, lepiej radzili sobie z rozpoznawaniem emocji na podstawie wyrazu oczu niż ci, którzy czytali literaturę popularną lub nie czytali wcale.
Dobra lektura zmusza do współodczuwania – do wchodzenia w cudzą perspektywę i domyślania się, co czują bohaterowie, nawet jeśli nie jest to powiedziane wprost. I tu pojawia się kluczowa rola matki: to ona tłumaczy dziecku emocje bohaterów, to ona pokazuje, że smutek jest normalny, że złość można nazwać, że strach mija. Mama czytająca trzylatkowi nie tylko przekazuje treść bajki. Ona uczy empatii, nazywania uczuć, rozumienia przyczynowości.
Ale czy za dziesięć lat matki będą jeszcze czytać dzieciom papierowe książki i czasopisma? Czy „Świerszczyk” będzie świętował piękną, setną rocznicę w 2045 roku? Czy następne pokolenie będzie pamiętało wieczorne czytanie jako część dzieciństwa? Odpowiedź zależy od tego, czy uda nam się obronić przestrzeń wolną od ekranów. Czy będziemy w stanie powiedzieć: te pół godziny przed snem należy do nas – do mamy i dziecka, do papieru i głosu, do bliskości i ciszy? Technologia nie jest wrogiem. Ale nie może zastąpić człowieka.
Już piętnaście-dwadzieścia minut dziennie wystarczy, aby postawić pierwsze kroki na drodze ku wychowaniu przyszłego aktywnego czytelnika. Piętnaście-dwadzieścia minut, które zostają na całe życie. W pamięci, w sercu, w mózgu. W neuronach, które się połączyły. W emocjach, które się pojawiły. W więzi, która przetrwa lata.
KINGA SZYMKIEWICZ
DARIUSZ MATEREK
W artykule wykorzystano materiały i publikacje z następujących źródeł: „Journal of Research in Personality”, „Science”, „PNAS”, „EBioMedicine”, Viking Press, World Health Organization, American Academy of Pediatrics, Głównego Urzędu Statystycznego, „Tygodnika Powszechnego”, portali Press.pl i Lubimyczytac.pl.