Prasa, dzieci, sport i stare samochody

W większości to doświadczeni przedsiębiorcy, ale z Kolporterem współpracują od niedawna. Wszyscy nastawieni są jednak na prężny rozwój i nie chcą stać w miejscu. A do tego nie zapominają o tym, co w życiu jest najważniejsze. Prezentujemy najlepszych kontrahentów Departamentu Dystrybucji Prasy z Oddziału Łódzkiego.
 
Sceny mrożące krew w żyłach

Krzysztof Kozakiewicz
Krzysztof Kozakiewicz: - Długo handlowaliśmy artykułami spożywczymi, ale w końcu zdecydowaliśmy się na salonik prasowy (Fot. Urszula Guzowska)

Krzysztof Kozakiewicz ze Zgierza:
– Swój salonik prowadzę w osiedlowej hali targowej, w której znajduje się około czterdziestu stoisk. Jestem tam już od 20 lat, choć na początku nie zajmowałem się prasą. To długa historia i kolejne etapy rozwoju. Zaczynaliśmy od małego punktu, potem były tzw. scenki, w końcu sklep. Długo handlowaliśmy artykułami spożywczymi.
To była jednak bardzo ciężka praca. Już o 2 w nocy musiałem być na giełdzie, kupować warzywa. A to wiązało się z dźwiganiem ogromnych ciężarów i już brakowało mi do tego sił. Postanowiliśmy coś zmienić i zdecydowaliśmy się na salonik prasowy. Ale byliśmy sceptycznie nastawieni, bo jesteśmy umiejscowieni w samym środku hali, przez co z obu wejść jest do nas daleko.
A mimo to ludzie przychodzą, choć przed halą znajdują się jeszcze dwa kioski! Często to zabawnie wygląda, bo wchodzi klientka i mówi, że w tamtym kiosku widziała jakąś ciekawą gazetę i przyszła do nas ją kupić. Tych historii zresztą jest bez liku. Po rodzinie krąży już opowieść z dawnych czasów, gdy klientka zapytała mnie, czy jest Kasia. Odpowiedziałem, że nie, bo wyszła i wróci wieczorem. Pani zrobiła wielkie oczy i dopiero wtedy dotarło do mnie, że pytała o margarynę, a nie o moją żonę…
Nie zawsze było jednak sympatycznie. Raz klient nie chciał zapłacić za prasę, a chodziło o jakieś grosze. W końcu wyciągnął nóż, zaczął grozić i moja ekspedientka wyleciała z krzykiem na zaplecze. Natychmiast zareagowałem, udało mi się wytrącić mu nóż i go obezwładnić. Napastnik na przyjazd policji czekał unieruchomiony na ziemi. Nie wiem, czy dałbym radę kogoś tak zatrzymać, gdyby ktoś mi rozkazał, ale pod wpływem emocji człowiek jest zdolny do różnych rzeczy.
 
Poszłam drogą męża
Anna Rzymkowska z Tomaszowa:

Anna Rzymkowska
Anna Rzymkowska: - Na osiedlu odnieśliśmy mały sukces, dlatego zdecydowaliśmy się na drugi punkt w samym centrum miasta (Fot. Remigiusz Janicki)

– Z firmą Kolporter współpracuję od niedawna, bo od listopada 2010 roku. Wcześniej umową byłam związana z Ruchem, ale postanowiłam zmienić firmę. Salonik prowadzę od dwóch lat. Dzięki temu, że mój mąż od czterech lat prowadzi swój salonik, mam większe doświadczenie. Na osiedlu odnieśliśmy mały sukces, dlatego zdecydowaliśmy się na drugi punkt w samym centrum miasta.
Wcześniej w tym miejscu był sklep z zupełnie innej branży. Wykorzystaliśmy jednak to, że obok jest sporo urzędów, sąd, a także szkoła. Powoli rozkręcamy ten punkt, choć na razie nieco lepiej radzi sobie osiedlowy salonik. Ale zyskujemy sympatię klientów i wszystko idzie w dobrą stronę.
Oczywiście najważniejszy czynnik to właściwe reagowanie na rynek prasowy. Śledzę reklamy telewizyjne, bo to największy magnes. Praktycznie wszystko, co jest reklamowane, później spotyka się z zainteresowaniem czytelników. W Tomaszowie nie ma dużo salonów prasowych, dlatego ludzie często jeżdżą po całym mieście w poszukiwaniu jakiegoś atrakcyjnego dodatku, na przykład filmu. Naszym zadaniem jest, żeby u nas to znalazł. Tak jak z kolekcjami – jeśli ktoś kupi jeden egzemplarz, to będzie wracał po następne.
Mój mąż pracuje dodatkowo zawodowo, więc muszę doglądać też saloniku na osiedlu. Z tego względu bardzo cenimy sobie wolne chwile i zwracamy dużą uwagę na życie rodzinne. Mamy dwójkę dzieci w wieku 3 i 8 lat, bardzo lubimy spędzać ze sobą czas. Dużo z nimi trosk, ale też ogromna pociecha. Dzieci sprawiają nam największą satysfakcję.
 
Chciałbym mieć dużego Fiata
Hubert Szwed z Tuszyna:

Hubert Szwed
Hubert Szwed: - Kolejny salonik chcemy otworzyć w nowym hipermarkecie, który wkrótce ruszy w Tuszynie (Fot. Paweł Mikołajczyk)

– Salonik prasowy prowadzę w samym centrum miasta, ale w dni targowe otwieramy na rynku dodatkowy punkt z prasą. To zazwyczaj zdarza się trzy razy w tygodniu i muszę przyznać, że wtedy sprzedaż idzie nam znakomicie. Ale nie stoimy w miejscu, niebawem otworzy się u nas nowy hipermarket i już robię wywiad w celu otworzenia nowego punktu sprzedaży. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Z prasą nasza rodzina jest związana od dawna. Zaczęło się w 1993 roku, gdy brat handlował gazetami u kogoś innego. Pięć lat później zdecydowaliśmy się na własny punkt. Byliśmy związani z HDS, ale dwa lata temu ta firma została wchłonięta przez Kolportera. Z współpracy jesteśmy zadowoleni.
Żałuję tylko, że praca pochłania mi tyle czasu. Z tego względu nieco na dalszy plan musiałem odłożyć swoje przyjemności. Choć czasami uda mi się znaleźć kilka godzin wolnego i pojechać nad jezioro, bo uwielbiam wędkować. Lubię także podróżować. Miałem trochę przerwy, bo aż dwa lata minęły od ostatnich wczasów za granicą, ale teraz planuję gdzieś się wybrać. Jednak wcale nie ciągnie mnie daleko, bo w Polsce jest pełno pięknych miejsc, których jeszcze nie widziałem. Najbardziej lubię Tatry.
Moim ciekawszym hobby są stare auta, zwłaszcza te z okresu PRL. Kiedyś zaraził mnie tym kolega z zakładu mechanicznego, gdyż takie mam techniczne wykształcenie. Ostatnio miałem świetną okazję kupić oryginalnego „malucha” z 1976 roku, ale niestety były problemy z dokumentami i nie mogłem tego zrobić. Teraz poszukuję starego dużego Fiata, którego kiedyś miałem, ale chciałbym znów posiadać taki samochód. To chyba czysty sentyment. Marzę także oczywiście o Mercedesie.
 
Rodzina, sport i praca
Krzysztof Borowczyk z Łodzi:

Krzysztof Borowczyk
Krzysztof Borowczyk: - Salony prasowe prowadzę z mamą i żoną, to rodzinny biznes (Fot. Paweł Mikołajczyk)

– Posiadamy aż trzy salony prasowe położone w centrum miasta, blisko siebie, w bezpośrednim sąsiedztwie targowiska „Zielony rynek”. Każdy z nich charakteryzuje się jednak innym usytuowaniem. Jeden jest położony w kamienicy, tuż przy przystanku autobusowym i on generuje największe obroty. Wszystkie jednak spełniają swoją rolę.
To całkowicie rodzinny biznes, bo prowadzę go z moją mamą i żoną. A zaczynaliśmy już w 1989 roku, gdy mój tata handlował papierosami. Ja po ukończeniu edukacji szybko się w to wdrożyłem. Przechodziliśmy różne etapy, prowadziliśmy też sklep z artykułami spożywczymi. Pierwszy kiosk mieliśmy na głównej ulicy miasta, słynnej Piotrkowskiej. Niestety, gdy zaczęliśmy się rozwijać, wypowiedziano nam umowę na lokal.
Teraz radzimy sobie całkiem nieźle, mimo że konkurencję mamy sporą. Posiadamy jednak szeroki asortyment i chyba klienci są zadowoleni z jakości obsługi. Większość stanowią przecież nasi stali klienci, którzy z jakiegoś powodu chcą do nas wracać. Gdyby tylko chcieli, bez problemu znaleźliby inny punkt. Ale nie szukają.
Czasami jednak jest ciężko, bo niektórzy klienci nie rozumieją pewnych sytuacji. Złoszczą się na przykład na nas o to, że ceny papierosów zdrożały. Nie wiedzą, co to akcyza, podatki, musimy im to tłumaczyć.
Praca to jednak tylko praca, najważniejsza jest rodzina. To nasze oczko w głowie, z żoną mamy dwóch synów i staramy się tworzyć zgrany zespół. Interesuję się sportem, zwłaszcza piłką nożną, boksem zawodowym i Formułą 1. Ostatnio zabrałem starszego, 8-letniego syna na mecz futbolu, ale interesował się wszystkim, tylko nie tym, co działo się na boisku. Młodszy ma 3 lata i jest jeszcze za mały, ale coś czuję, że jego będzie bardziej ciągnęło do piłki nożnej.
 
Tomasz Porębski

Dodaj komentarz

Komentarz do “Prasa, dzieci, sport i stare samochody”