cykliczne porady dla sprzedawców, opinie ekspertów

30 lat „Sukcesów i Porażek”

Pierwszy numer „Sukcesów i Porażek” ukazał się 28 czerwca 1996 roku. Od tamtej pory minęły trzy dekady, zmienił się rynek prasy, zmieniły się czytelniczki i samo pismo. Ale jedno pozostało bez zmian: historie zwykłych ludzi.

Sesja wykonana w 2010 roku z okazji wydania 400 numeru „Sukcesów i Porażek”, fot. Adam Marecik

Pierwszy numer „Sukcesów i Porażek” trafił do kiosków latem 1996 roku, dokładnie 28 czerwca. Ukazał się nakładem nieistniejącego już wydawnictwa Phoenix Press Media. Wydarzyło się to niespełna rok po rynkowym debiucie innego naszego dwutygodnika – „Z Życia Wzięte”, który był pierwszym tego typu pismem z historiami w Polsce i od razu zdobył ogromną sympatię czytelników.

Skłamałabym, gdybym powiedziała, że dobrze pamiętam tamte redakcyjne początki. W 1996 roku byłam jeszcze uczennicą liceum i nie wiedziałam, że kiedyś sama będę pracować w redakcji tego pisma. Doskonale pamiętam jednak koleżankę mojej mamy, która co dwa tygodnie biegła do kiosku po nowy numer „Sukcesów” i wypłakiwała sobie oczy, śledząc losy bohaterów.

Bo faktycznie, w latach 90. zainteresowanie pismami opowiadającymi historie zwykłych ludzi było ogromne. Kupowały je głównie panie spragnione prawdziwych emocji, ale gdy magazyny trafiały pod strzechy, sięgali po nie wszyscy domownicy, także panowie.

Przyjrzyjmy się teraz nieco samym czytelniczkom. „Z Życia Wzięte” celowało w dojrzałe i bardziej konserwatywne panie. Chętnie poruszało tematy religijne i społeczne. „Sukcesy i Porażki” od początku próbowały trafić przede wszystkim w gust młodszych kobiet. Opisywały perypetie pań, które robiły karierę, szukały pomysłu na własne życie albo… szczęścia w miłości.

Sam tytuł – „Sukcesy i Porażki” – zdradzał już zresztą, o czym będzie pismo. Motywem przewodnim wszystkich historii były życiowe sukcesy i porażki bohaterów. To wokół nich koncentrowała się fabuła. Teksty dobierało się pod kątem sezonu, ale też tematów, które w danym okresie szczególnie rozgrzewały opinię publiczną.

Z upływem lat koncepcja pisma przechodziła różne zmiany – czasem niewielkie, czasem naprawdę duże. Kiedy w 2005 roku po raz pierwszy zawodowo zetknęłam się z „Sukcesami i Porażkami”, tytuł wydał mi się poniekąd bajkowy. Dominowały w nim romantyczne historie i pozytywne zakończenia. Panie szukały w nich wzruszenia, ale też pocieszenia i nadziei.

Przez te wszystkie lata nasza czytelniczka zmieniła się razem z nami. Dojrzała, założyła rodzinę, doczekała się dzieci i wnuków. Dlatego dziś stawiamy na większy miks tematyczny i narratorów w różnym wieku. Pojawiają się młode osoby, które stoją przed ważnymi życiowymi decyzjami – mogą przypominać naszym czytelniczkom ich własne dzieci. Są też osoby dojrzałe i seniorzy, w których panie rozpoznają siebie, swoich partnerów albo rodziców.

Bardzo charakterystyczna pozostała natomiast sama formuła tekstów, która przez te trzy dekady pozostaje niezmienna. Od początku publikujemy przede wszystkim historie utrzymane w formie zwierzenia. Narratorką zwykle jest kobieta, choć zdarzają się również wyznania pisane z perspektywy mężczyzn. Bohaterka opowiada o tym, co ją spotkało, co przeżyła, jakie uczucia jej towarzyszyły i czego ją to nauczyło.

Każda historia jest anonimizowana i nie chodzi tu tylko o ochronę danych osobowych, ale też o możliwość głębszej identyfikacji czytelników z bohaterami i ich doświadczeniami. Taka opowieść nie jest historią „kogoś obcego”. Może być historią sąsiadki, koleżanki z pracy, siostry, córki albo nas samych.

Ważne są też dialogi. Poza samą narracją w tekstach pojawiają się zapisy rozmów bohaterów. Dzięki temu czytelnicy stają się niemal świadkami opisywanych wydarzeń. „Słyszą” kłótnie, wyznania, prośby i czułe słowa. To sprawia, że całość nabiera życia.

Równie ważny jak konstrukcja opowieści jest jej język, który dla niejednego redaktora może stanowić wyzwanie. Przekonałam się o tym wiele lat temu na własnej skórze. Jako początkująca redaktorka dostałam od swojej ówczesnej przełożonej pierwszy tekst do opracowania. Bardzo się przyłożyłam. Czyściłam błędy, poprawiałam składnię, wygładzałam styl. Kiedy byłam już zadowolona z efektu, wydrukowałam całość i położyłam na biurku naczelnej.

Chwilę później zostałam poproszona na rozmowę. Usłyszałam, że choć widać ogrom pracy, tekst nie nadaje się do publikacji. Aż usiadłam z wrażenia i zapytałam wprost, co mam z nim zrobić. Odpowiedź była krótka: „Wróć do tego, co było, i popraw tylko oczywiste błędy”.

I tej zasadzie pozostajemy wierni do dziś. Nie chcemy ingerować w oryginalną historię bardziej, niż to konieczne. Zależy nam, by język był żywy, emocjonalny, bliski mowie potocznej. Czytelniczka ma mieć poczucie, że ktoś naprawdę opowiada jej swoje życie – szczerze, prosto i od serca.

Ale „Sukcesy i Porażki” to nie tylko historie. Przez lata w magazynie pojawiały się także inne działy. Pisaliśmy o gwiazdach, modzie, zdrowiu i relacjach. Na łamach pisma pojawiał się sennik w odcinkach i horoskop. Dużą poczytność miały cykle poświęcone najsłynniejszym romansom oraz wybitnym Polkom i Polakom.

Przez lata dużym zainteresowaniem wśród naszych czytelniczek cieszył się dział „Domowy Salon Piękności”. Publikowaliśmy w nim nadsyłane do redakcji receptury na kosmetyki i zabiegi pielęgnacyjne, które można było wykonać samodzielnie w domu. A ponieważ za opublikowane porady wypłacaliśmy honoraria, materiałów do publikacji mieliśmy pod dostatkiem.

W późnych latach 90. i w pierwszej dekadzie XXI wieku kontakt z czytelnikami był znacznie bardziej bezpośredni niż dziś. Telefon dzwonił przynajmniej kilka razy dziennie. Codziennie przychodziła korespondencja. Zdarzało się też, że czytelnicy pojawiali się w redakcji osobiście. Przynosili swoje historie, pytania, uwagi, czasem po prostu chcieli porozmawiać.

Najtrudniejszym chyba okresem w historii pisma był czas pandemii. Koncentrowaliśmy się wtedy na tym, by dostarczać naszym czytelniczkom rzetelnych i sprawdzonych informacji na temat koronawirusa. Dbaliśmy też o to, by publikować teksty, które nie będą wpędzały w depresję, ale podniosą na duchu i dadzą nadzieję. To było szczególnie trudne, bo do redakcji spływały głównie ciężkie, problemowe historie.

W ciągu 30 lat przez redakcję „Sukcesów i Porażek” przewinęło się wiele fantastycznych osób, które kształtowały ten tytuł. Dyrektorzy, naczelne, redaktorki, fotoedytorzy, korektorzy i liczne grono grafików. Każdy zostawił tu część swojej pracy, wrażliwości i doświadczenia.

Dziś pismo tworzy wrocławski oddział Wydawnictwa Bauer we współpracy z koleżankami i kolegami z Warszawy. Swój obecny wygląd magazyn otrzymał w 2023 roku. Na 32 stronach mamy średnio 11 historii, przepisy kulinarne, relacje z podróży, porady zdrowotne, krzyżówki i oczywiście horoskop.

Przez te trzy dekady zmieniały się okładki, działy, tematy i oczekiwania czytelniczek. Zmienił się też sposób kontaktu z redakcją i świat, w którym żyjemy. Ale serce „Sukcesów i Porażek” pozostało takie samo. To nadal pismo o zwykłych ludziach, ich wyborach, błędach, miłościach, rozczarowaniach i nadziei.

Monika Daleczko, Redaktorka Zarządzająca Tytułami / Planer Story