30 kwietnia 2026 roku organizacja Reporterzy bez Granic (RSF) opublikowała wyniki corocznego Indeksu Wolności Prasy. Lektura tego dokumentu nie pozostawia złudzeń: jesteśmy świadkami najgłębszego w ćwierćwieczu kryzysu czwartej władzy. Po raz pierwszy w dwudziestopięcioletniej historii badania ponad połowa wszystkich państw objętych monitoringiem sklasyfikowana została jako kraje, w których warunki uprawiania dziennikarstwa są trudne lub bardzo trudne.

Kryzys dziennikarstwa to kryzys komunikacji i – co gorsza – kryzys prawdy. Coraz śmielej podnosi więc głowy dawno niewidziana hydra kłamstwa. Widzimy je wyraźnie – to m.in. propaganda, manipulacja, hejt. I trzeba sobie powiedzieć wprost: to nie jest zła passa, którą można przełamać w ciągu kilku miesięcy. To niestety tendencja strukturalna, napędzana przez splatające się ze sobą siły polityczne, ekonomiczne i technologiczne – i dotykająca każdego, kto czyta, ogląda lub słucha wiadomości.
Ćwierćwiecze w dół
Gdy w 2002 roku RSF po raz pierwszy opublikował swoją listę rankingową, 13,7 proc. krajów świata znajdowało się w kategorii trudnych lub bardzo trudnych dla dziennikarstwa. Dziś, po dwudziestu czterech latach, ten odsetek urósł do 52,2 proc. Innymi słowy: większość globu to przestrzeń wroga wolnej prasy. Zmieniła się też inna znamienna proporcja. W 2002 roku co piąty człowiek na Ziemi żył w kraju, gdzie warunki medialne oceniano jako dobre. Dziś odsetek ten wynosi mniej niż jeden procent.
Zaledwie siedem państw – wszystkie zlokalizowane w północnej Europie – utrzymało najwyższą notę. Norwegia zajmuje pierwsze miejsce po raz dziesiąty z rzędu, za nią plasują się Niderlandy i Estonia. To kraje, które łączą rozbudowaną kulturę prawną chroniącą media, dojrzałe społeczeństwo obywatelskie i względnie zdrowe modele finansowania dziennikarstwa. W pozostałym świecie krajobraz jest dramatycznie odmienny.
Raport RSF za 2026 rok zbudowany jest na pięciu wskaźnikach: środowisku politycznym, ekonomicznym, prawnym, socjokulturowym i bezpieczeństwie. Spośród nich najgłębszy regres odnotowano w sferze prawnej – pogorszyła się ona w ponad 60 proc. badanych krajów, czyli w 110 z 180 sklasyfikowanych państw. Rządy coraz sprawniej instrumentalizują prawo: ustawy antyterrorystyczne, przepisy o bezpieczeństwie narodowym, zarzuty o szpiegostwo, powództwa SLAPP – czyli strategiczne procesy sądowe zmierzające do uciszenia mediów przez koszty i czas trwania postępowań. Wzorzec jest globalny, choć podróbki demokracji, jak Hongkong (140. miejsce, spadek o 122 pozycje od 2002 roku) czy Gruzja (135., regres o 75 miejsc), są jego skrajnymi egzemplifikacjami.
Upadek symbolu
Jednym z najbardziej wymownych sygnałów obecnego kryzysu jest pozycja Stanów Zjednoczonych. Kraj, który przez dekady stawiał się w roli globalnego obrońcy wolności słowa, zajął w tegorocznym rankingu RSF 64. miejsce – siedem pozycji niżej niż rok wcześniej – i znalazł się między Botswaną a Panamą. To historycznie najgorszy wynik USA w całej historii indeksu.
RSF przypisał ten regres systematycznej polityce administracji Donalda Trumpa, którą raport opisuje jako skoordynowaną wojnę z wolnością, prasy prowadzoną od pierwszego dnia urzędowania. W katalogu zarzutów znalazły się: zatrzymanie i deportacja dziennikarza salwadorskiego Mario Guevary, dokumentującego obławy imigracyjne, drastyczne cięcia w finansowaniu amerykańskiego nadawnictwa międzynarodowego, działania zmierzające do likwidacji publicznych stacji radiowych i telewizyjnych oraz użycie federalnych agencji i procesów sądowych jako narzędzia dyscyplinowania mediów krytycznych wobec władzy. Clayton Weimers, dyrektor wykonawczy RSF na Amerykę Północną, ocenił, że administracja amerykańska realizuje skoordynowaną wojnę z wolnością prasy od chwili objęcia urzędu i przez lata będziemy żyć z jej konsekwencjami.
W Ameryce Łacińskiej sytuacja jest nie mniej niepokojąca. Argentyna (98. miejsce, regres o 11 pozycji) odnotowuje mnożące się pozwy przeciw dziennikarzom. Salwador (143., łącznie – 105 miejsc od 2014 roku) kontynuuje tłumienie wolności mediów. Wenezuela (159.) i Kuba (160.) pozostają systemami głębokiej represji, w których niezależne dziennikarstwo istnieje jedynie w podziemiu lub na emigracji.
Śmierć za słowo
Czytanie raportów o wolności prasy bez uwzględnienia statystyk ofiar śmiertelnych byłoby analizą niekompletną, bo abstrakcyjną. Wolność prasy to nie tylko wskaźniki i miejsca w rankingach – to konkretni ludzie, którzy ryzykują życiem, wykonując swój zawód.
Rok 2024 stał się, według Komitetu Ochrony Dziennikarzy (CPJ), najkrwawszym rokiem dla prasy w ponad trzydziestoletniej historii tej organizacji. Zginęło co najmniej 124 dziennikarzy i pracowników mediów w 18 krajach – o 22 proc. więcej niż rok wcześniej i więcej niż w dotychczasowym rekordowym 2007 roku, kiedy ofiarą wojen w Iraku padło 113 reporterów. Blisko 70 proc. wszystkich ofiar roku 2024 było dziełem izraelskiego wojska: 85 dziennikarzy zginęło podczas operacji w Gazie i Libanie, z czego 82 było Palestyńczykami.
Rok 2025 nie przyniósł poprawy. Pod koniec roku liczba ofiar zrównała się z rekordem z 2024 roku, by ostatecznie przekroczyć 127 zabitych – nowy rekord absolutny w historii CPJ. Według danych RSF spośród 60 dziennikarzy, których śmierć organizacja potwierdziła jako bezpośrednio związaną z wykonywaną pracą, 25 zginęło na Terytoriach Palestyńskich. Na drugim miejscu z dziewięcioma ofiarami znalazł się Meksyk, gdzie gangi przestępcze są odpowiedzialne za alarmujący wzrost liczby zabójstw reporterów. Za Meksykiem uplasowały się Peru (4 ofiary), Ekwador i Ukraina (po 3).
Dane geograficzne ujawniają zatrważające regularności. Meksyk, Pakistan, Indie i Irak od niemal trzech dekad niezmiennie pojawiają się na listach krajów najniebezpieczniejszych dla reporterów. Sudan i Filipiny dołączyły do tej ciemnej czołówki wraz z eskalacją regionalnych konfliktów. RSF podkreśla, że blisko 80 proc. zabitych w ostatnim roku padło ofiarą sił zbrojnych lub paramilitarnych albo siatek przestępczości zorganizowanej. Dziennikarze nie giną – są zabijani: to nie jest frazeologiczne zaostrzenie, ale diagnoza prawna. Większość tych śmierci to zbrodnie, często popełniane bezkarnie.
Bezkarność jest kluczowym pojęciem w tym kontekście. Jak zauważa CPJ, killerzy i mocodawcy odpowiedzialni za śmierć reporterów zbyt rzadko stają przed sądem. Nie ma aresztu, nie ma procesu, nie ma wyroku. Poczucie bezkarności jest strukturalnym sprzymierzeńcem przemocy wobec prasy – bo każde nieukarane morderstwo jest zaproszeniem do kolejnego.
Prawo jako broń
Kiedy rząd chce uciszyć dziennikarza, coraz rzadziej sięga po jawną siłę. Zamiast tego otwiera teczkę z kodeksem karnym. Zarzut terroryzmu, szpiegostwa, ekstremizmu, naruszenia tajemnicy państwowej – lista pretekstów jest długa i elastyczna. RSF wskazuje na tę kryminalizację dziennikarstwa jako na jeden z najpoważniejszych globalnych trendów 2026 roku.
Rosja (172. miejsce) jest w tej dziedzinie mistrzem procedury. W kwietniu 2026 roku za kratami rosyjskich więzień siedziało 48 dziennikarzy. Władze Kremla opanowały do perfekcji technikę stosowania ustaw o terroryzmie, separatyzmie i ekstremizmie do eliminowania niewygodnych głosów – i nie poprzestają na terytorium własnego kraju. Prześladowania prawne są eksportowane poza granice Rosji, dotykając dziennikarzy na emigracji.
W Hongkongu (140.) wydawca Jimmy Lai oczekiwał wyroku, który okazał się najdotkliwszym skazaniem dziennikarza w historii terytorium – 20 lat więzienia. W Filipinach dziennikarka Frenchie Mae Cumpio od sześciu lat przebywa w areszcie pod zarzutem terroryzmu opartym na spreparowanych dowodach. W Egipcie (169.) i Turcji (163.) wyroki sądowe służą systemowemu wyciszaniu mediów opozycyjnych. Również Bangladesz (152.) i Pakistan (153.) utrwalają w ten sposób swoją pozycję w strefie bardzo poważnego zagrożenia dla dziennikarzy.
Ale zjawisko nie ogranicza się do państw autorytarnych. RSF zwraca uwagę, że nawet w Unii Europejskiej przepisy są stosowane nierównomiernie. Niemcy, mimo silnych tradycji wolnościowych, znalazły się w raporcie z zarzutem, że ich ustawy o bezpieczeństwie narodowym nie spełniają rygorystycznych wymogów Europejskiej Ustawy o Wolności Mediów, dotyczącej ochrony dziennikarzy i ich źródeł. Ustawa ta – EMFA – weszła w życie w sierpniu 2025 roku i miała być przełomem dla wolności mediów w Europie. Jak widać, między prawem na papierze a praktyką jest przepaść.
Nowi cenzorzy
Tegoroczna edycja Indeksu RSF poświęca więcej miejsca niż kiedykolwiek wcześniej roli wielkich platform cyfrowych w erozji wolności słowa. Język raportu jest nieprzypadkowo dosadny: Meta, X i sztuczna inteligencja zostały wprost wymienione jako strukturalne przyczyny kryzysu, obok rządów autorytarnych.
Algorytmy platform premiują treści wzbudzające emocje kosztem weryfikowalnych informacji. RSF dokumentuje, w jaki sposób infrastruktura platformowa była wykorzystywana do dystrybucji rosyjskich kampanii dezinformacyjnych. Decyzja Meta o likwidacji programu fact-checkingu i zastąpieniu go systemem wzorowanym na notkach społecznościowych X wywołała ostrą krytykę organizacji stojących na straży rzetelności mediów. Raport RSF stwierdza, że rosnąca dominacja wielkich firm technologicznych i konsekwencje ich zmieniających się polityk stworzyły żyzny grunt dla szerzenia się mowy nienawiści i dezinformacji.
Dezinformacja cyfrowa i wycofywanie się platform z odpowiedzialności za treści zbiegły się w czasie z kryzysem ekonomicznym mediów tradycyjnych. Przychody z reklam wyciekają do platform, redakcje kurczą się, dziennikarstwo śledcze staje się luksusem, na który coraz mniej wydawców może sobie pozwolić. Nic dziwnego, że w tej próżni na znaczeniu zyskują influencerzy, partyzanckie komentariaty i nieweryfikowane treści.
Zaufanie, którego nie ma
Spirala kryzysu wolności prasy nie zatrzymuje się na polityce i prawie. Dociera do najgłębszej warstwy – do stosunku między dziennikarzem a czytelnikiem, widzem, słuchaczem. A ten stosunek jest poważnie nadwyrężony.
Dane Instytutu Reuters, zawarte w cyklicznym Digital News Report obejmującym 47 rynków i blisko 100 tysięcy respondentów, wskazują, że globalnie jedynie 40 proc. badanych ufa mediom przez większość czasu. To wartość stabilna od roku, ale wciąż o cztery punkty procentowe niższa niż podczas szczytu pandemii COVID-19 – okresu, gdy odbiorcy szukali w mediach wiarygodnych danych o śmiertelnym zagrożeniu.
Geograficzne rozpiętości są ogromne. Finlandia osiąga najwyższy na świecie poziom zaufania do prasy – 69 proc. Na przeciwległym biegunie plasują się Grecja i Węgry, gdzie wskaźnik wynosi zaledwie 22–23 proc. Oba te kraje to przykłady chronicznego uwikłania mediów w interesy polityczne i biznesowe. Znamienne, że właśnie w Europie Środkowej i Wschodniej wskaźniki unikania wiadomości są najwyższe – w Bułgarii deklaruje je 63 proc. respondentów, w Chorwacji 61 proc.
Dramatyczne są dane ze Stanów Zjednoczonych. Sondaż Gallupa z września 2025 roku wykazał, że jedynie 28 proc. Amerykanów darzy media dużym lub umiarkowanym zaufaniem co do rzetelnego informowania. To historyczne minimum w pięćdziesięcioletniej historii tego badania – po raz pierwszy wskaźnik spadł w USA poniżej 30 proc. Zaufanie wśród Republikanów osiągnęło jednocyfrowy poziom 8 proc. Wśród Demokratów wynosi 51 proc., co odzwierciedla głębokość polaryzacji nie tylko mediów, lecz samego pojęcia prawdy.
Pew Research Center, które w 2025 roku prowadziło własne badania panelowe, odnotowało jeszcze szerszą erozję: odsetek Amerykanów ufających mediom ogólnokrajowym spadł o 11 punktów procentowych tylko między marcem a jesienią 2025 roku. Widać wyraźnie, że kryzys nie jest statyczny – przyspiesza.
Ważna jest też perspektywa pokoleniowa. Zaufanie do prasy spada wraz z wiekiem – ale w odwrotnym kierunku niż można by intuicyjnie oczekiwać. Starsze pokolenia ufają mediom bardziej (43 proc. wśród Amerykanów powyżej 65. roku życia), młodsze znacznie mniej (nie więcej niż 28 proc. wśród wszystkich grup poniżej pięćdziesiątki). Pokolenia wychowane w środowisku cyfrowym, gdzie treści medialne konkurują z algorytmicznie dobranymi komunikatami influencerów, inaczej kalibrują zmysł krytyczny wobec instytucjonalnych źródeł informacji.
Dziennikarze – strażnicy
Chciałoby się napisać, że najnowszy raport RSF jest przestrogą, po której decydenci zarówno rządowi, jak i biznesowi opamiętają się i zaczną chronić wolność prasy. Historia ostatnich dwudziestu pięciu lat nie nastraja jednak do takiego optymizmu.
Trendy wskazują na konsolidację negatywnych zjawisk: więcej kryminalizacji, więcej ofiar, więcej technologicznego chaosu informacyjnego, mniej zaufania. Każdy z tych procesów wzmacnia pozostałe. Gdy rząd uchwala antyterrorystyczną ustawę pozwalającą zamykać dziennikarzy, część opinii publicznej przyjmuje rządową narrację o niebezpiecznych reporterach, co osłabia zaufanie społeczne do mediów opozycyjnych. Gdy platformy faworyzują dezinformację, zaufanie do mediów mainstreamu maleje, co otwiera pole dla mediów partyzanckich, piszących to, co chce słyszeć czytelnik, nie to, co jest prawdą.
Wyjście z tego kryzysu wymaga działań na wielu frontach jednocześnie: ustawodawczej ochrony dziennikarzy, egzekwowania odpowiedzialności platform za treści, inwestycji w edukację medialną i budowania modeli finansowania dziennikarstwa niezależnych od władzy politycznej i algorytmów. Żadne z tych działań nie jest łatwe ani rychłe.
Dlatego tak ważne jest, aby media – w tym prasa branżowa, lokalna, specjalistyczna – robiły swoje. Aby weryfikowały, pytały, ujawniały i wyjaśniały. Wolność prasy nie jest darem raz otrzymanym i posiadanym na zawsze. Jest przestrzenią, którą trzeba codziennie wywalczać – i coraz częściej dosłownie płacić za nią najwyższą cenę.
opracowanie: DARIUSZ MATEREK
Źródła: RSF World Press Freedom Index 2026; Committee to Protect Journalists (CPJ) 2024/2025; Reuters Institute Digital News Report 2024/2025; Gallup Media Trust Survey 2025; Pew Research Center 2025; IFJ Annual Report 2024.