Magazyny dla najmłodszych nie tylko bawią, ale rozwijają wyobraźnię, uczą koncentracji i samodzielnego myślenia, a rodzicom pomagają budować nawyk regularnego kontaktu z wartościową treścią. W świecie zdominowanym przez ekrany papierowa prasa dziecięca staje się narzędziem, które pozwala zwolnić tempo, skupić uwagę i stworzyć wspólne doświadczenie dziecka i dorosłego – doświadczenie, którego nie da się skopiować żadną aplikacją.

Dane Centrum Badania Opinii Społecznej nie pozostawiają złudzeń co do tempa, w jakim najmłodsi Polacy wchodzą w świat cyfrowy. Z opublikowanego w 2025 roku raportu CBOS „Dzieci a smartfony, tablety i komputery” wynika, że z urządzeń takich jak smartfon, tablet czy komputer korzysta już 83 proc. dzieci i młodzieży w wieku od roku do 17 lat, co w liczbach bezwzględnych oznacza 5,5 miliona najmłodszych użytkowników. Wiek, w którym zaczyna się ten kontakt, systematycznie się obniża. Wśród rocznych (!) dzieci urządzeń cyfrowych nie używa jeszcze 96 proc., a wśród dwulatków (!!) – 65 proc. Już jednak w grupie trzylatków przewaga niekorzystających nad korzystającymi jest niewielka – 53 do 47 proc. Od czwartego roku życia dzieci sięgające po ekran zaczynają przeważać nad tymi, które jeszcze z nim się nie zetknęły, a po piątych urodzinach bez kontaktu z urządzeniem pozostaje już tylko około jednej siódmej maluchów.
Rośnie też czas spędzany przed ekranem. Analiza CBOS pokazuje, że dzieci w wieku 5–7 lat korzystają z urządzeń cyfrowych średnio godzinę dziennie, w grupie 8–11 lat jest to już od półtorej do ponad dwóch godzin, a wśród nastolatków – co najmniej trzy godziny, w najstarszych rocznikach nawet cztery. Model regresji liniowej zastosowany w badaniu wskazuje, że z każdym kolejnym rokiem życia dziecka czas ekranowy rośnie średnio o 17 minut. To właśnie w tym kontekście – wieku przedszkolnego, w którym nawyki dopiero się kształtują – pytanie o rolę drukowanej prasy dla dzieci nabiera szczególnego znaczenia. Jak zauważają autorzy komentarzy do raportu CBOS, wczesna i intensywna ekspozycja na urządzenia cyfrowe stawia przed rodzicami i wychowawcami pytanie o to, jak świadomie kształtować pierwsze nawyki medialne najmłodszych.
Jak wychować czytelnika?
Odpowiedzi na to pytanie dostarczają badania czytelnictwa prowadzone od lat przez Bibliotekę Narodową. Z pomiaru „Stanu czytelnictwa książek w Polsce” wynika, że w 2025 roku lekturę co najmniej jednej książki zadeklarowało 41 proc. respondentów – dokładnie tyle samo, co rok wcześniej. Najwięcej czytają kobiety (47 proc., wobec 34 proc. mężczyzn) oraz osoby młode – w grupie wiekowej 15–18 lat czyta 56 proc. badanych, czyli zdecydowanie więcej niż w pozostałych kategoriach wiekowych. To dobra wiadomość dla wydawców prasy i książek dla dzieci, ale jednocześnie sygnał ostrzegawczy: Fundacja Powszechnego Czytania, prowadząca program „Ratownicy Czytelnictwa”, zwraca uwagę, że odsetek czytających dzieci wyraźnie spada w starszych klasach szkoły podstawowej i wśród nastolatków – z bardzo wysokiego poziomu we wczesnym dzieciństwie do 40–50 proc. w okresie dojrzewania, gdy głównymi konkurentami książki i prasy stają się gry komputerowe, media społecznościowe i serwisy streamingowe.
Fundacja podkreśla przy tym mechanizm, który ma bezpośrednie znaczenie dla wydawców prasy dziecięcej: regularne czytanie dziecku przez rodzica lub opiekuna sprawia, że kontakt z drukiem staje się czymś lubianym i potrzebnym, a nawyk sięgania po tekst w kolejnych latach jest naturalną konsekwencją wczesnych doświadczeń, chroniącą przed późniejszym porzuceniem czytania. Innymi słowy – to, czy nastolatek sięgnie po książkę lub gazetę, rozstrzyga się w dużej mierze już w wieku przedszkolnym. Potwierdzają to również dane programu „Mała książka – wielki człowiek”, prowadzonego przez Instytut Książki, największego w Europie programu bookstartowego. W jego ramach co roku bezpłatne wyprawki czytelnicze trafiają m.in. do 150 tys. przedszkolaków oraz 450 tys. pierwszoklasistów. Jak wynika z badań przeprowadzonych na grupie 1500 respondentów na zlecenie Instytutu Książki, aż 75 proc. rodziców deklaruje, że czytało dziecku otrzymaną w ramach programu książkę co najmniej raz w tygodniu – to dowód, że sam akt dostarczenia dziecku wartościowej lektury realnie zmienia domowe nawyki.
Większość rodziców nie ma wątpliwości – czytanie dzieciom jest ważne. To jeden z tych elementów wychowania, co do których panuje niemal powszechna zgoda. Książki kojarzą się z rozwojem, bliskością i troską o przyszłość dziecka. Mimo to wielu rodziców czyta swoim dzieciom rzadko lub nie czyta im wcale. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedzi na to pytanie przynosi najnowszy raport Instytutu Książki „Dlaczego nie czytamy dzieciom?”, opracowany przez dr Katarzynę Chajbos-Walczak, dr Martę Skowrońską i dr Monikę Rosińską. Raport pokazuje, że problem rzadkiego czytania dzieciom nie wynika z braku świadomości rodziców. Większość z nich doskonale zna wartość książek i chciałaby czytać częściej. Największym wyzwaniem okazują się codzienne obowiązki, zmęczenie oraz nierealistyczne oczekiwania wobec samego procesu czytania. Być może najważniejszy wniosek płynący z badania brzmi: nie istnieje jeden idealny sposób na czytanie z dzieckiem.
Ład i regularność
Podobnie widzą to wydawcy prasy dziecięcej. – Literatura dziecięca jest niezwykle istotnym narzędziem wychowawczym. Dziecko od najmłodszych lat w naturalny sposób dąży do pozyskiwania wiedzy o świecie. Cały proces odbywa się, rzecz jasna, na kilku płaszczyznach: od doświadczania zjawisk i własnych obserwacji po otrzymywanie coraz to nowszych danych od rodziców, rodzeństwa, wreszcie nauczycieli wczesnoszkolnych i szkolnych. W całym tym łańcuchu niebagatelną pozycję zajmują wydawcy publikacji przeznaczonych dla dzieci. To właśnie z ich książek częściowo płynie wiedza dostarczana dziecku, dzięki nim w pewnym zakresie kształtuje się sposób patrzenia na świat: zmysł piękna, wrażliwość, odróżnianie tego, co dobre, od tego, co niewłaściwe – mówi Bogusław Michalec z Wydawnictwa Aksjomat.
Jak dodaje, sama regularność cyklu wydawniczego ma znaczenie wychowawcze: – Prasa dziecięca przez regularność i przewidywalność swojego cyklu wydawniczego pozwala na wypracowanie pewnej systematyczności w nauce. Dziecko pracuje z jednym wydaniem periodyku i zaraz potem oczekuje na kolejne wydanie. Ład i regularność są filarami spokojnego i efektywnego przyswajania wiedzy – zauważa. Bogusław Michalec zwraca też uwagę na długofalowy wymiar tego nawyku. – Czasopisma bez wątpienia kształtują cenny nawyk czytania. Można oczywiście zastąpić je wydaniami internetowymi, ale w ten sposób zrezygnujemy z czegoś, co było – i miejmy nadzieję: będzie nadal – częścią naszej kultury: spokojnych chwil spędzonych nad płachtą gazety. Dzieci przyzwyczajane do tego, że w domu czyta się prasę, przeniosą ten zwyczaj w dorosłe życie. Jeśli będą miały swoje czasopisma, ten model kultury będzie kształtowany i umacniany od najmłodszych lat.
Adam Frydrysiak, redaktor naczelny magazynu „Supełek”, ujmuje tę zależność krótko, sięgając po ludową mądrość: – Jak mówi przysłowie: czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Dotyczy to wszystkich przyzwyczajeń dzieci – od żywieniowych przez wychowawcze po hobbystyczne. Jeśli w młodym wieku dla dziecka kontakt z prasą i książką będzie czymś naturalnym, to zwiększa się szansę, że w późniejszym wieku po prasę nadal będzie sięgało.
Podobnie, choć w szerszej, pokoleniowej perspektywie, widzi to Kinga Frydrych-Siemiątkowska, Publishing Manager Poland/Region Magazines w Wydawnictwie Story House Egmont. – W dobie cyfrowej rozrywki łatwo zapomnieć o podstawach, które wraz z rozwojem technologii pozostają niezmienne: druk – czy to książka, czy prasa – to niezbędny element wychowania i rozwoju przyszłego czytelnika i rozumnego człowieka – wyjaśnia. – Rodzice są coraz bardziej świadomi wpływu technologii cyfrowych na rozwój dziecka i starając się minimalizować obecność tych treści w życiu najmłodszych, wybierają prasę dziecięcą jako sposób na wprowadzenie do cennego i pięknego świata literatury. Tak, może brzmi to górnolotnie, ale w istocie prasa skierowana do najmłodszych to przecież pierwsze opowiadania, historie związane z ulubionymi bohaterami, podane w atrakcyjnej formie wraz z zagadkami i aktywnościami wspierającymi czytanie ze zrozumieniem, logiczne myślenie i koncentrację w świecie nadmiaru bodźców. Prasa inicjuje zainteresowanie literaturą, światem wyobraźni. Kształtuje pierwsze opinie, skłania do refleksji i budzi potrzebę regularnego kontaktu ze słowem pisanym. Bez tego etapu ten przyszły dorosły nie będzie potrafił obcować z literaturą, a nawet gorzej: nie będzie miał literackich potrzeb, a bez tego trudno mówić o ukształtowanym intelektualnie człowieku – dodaje Kinga Frydrych-Siemiątkowska.
Zbieżną opinię formułuje Joanna Lewińska, redaktor zarządzająca czasopism krzyżówkowych Wydawnictwa Bauer. – Prasa dziecięca może być jednym z najważniejszych pierwszych kontaktów dziecka ze słowem drukowanym. Dla przedszkolaka czasopismo jest światem obrazów, ciekawych postaci, krótkich historii, zagadek i wspólnego czasu z rodzicem – ten pierwszy pozytywny kontakt z drukiem buduje nawyk obcowania ze słowem pisanym i uczy, że czytanie może być przyjemnością i nagrodą, a nie obowiązkiem – mówi. Jak dodaje, w wydawnictwie specjalizującym się w prasie z łamigłówkami widać to szczególnie wyraźnie: – Dziecko, rozwiązując krzyżówki i zagadki obrazkowe, oswaja się z czytaniem i liczeniem w naturalny, niewymuszony sposób. Nie traktuje tego jak nudnej nauki, ale jak zabawę i wyzwanie, któremu chce sprostać. Uczy się przy tym również cierpliwości i konsekwencji – zauważa Joanna Lewińska.
Dzieci reagują na druk
Wbrew obiegowym opiniom o „cyfrowym pokoleniu” dane nie potwierdzają tezy, jakoby najmłodsi bezwarunkowo preferowali ekran nad papierem. Z raportu Biblioteki Narodowej wynika, że książki drukowane nadal cieszą się większym zainteresowaniem niż wydania cyfrowe w każdej grupie wiekowej, a jedynie osoby czytające dużo – zwłaszcza stosunkowo młode – sięgają częściej niż pozostali po teksty na ekranach urządzeń mobilnych. Warto też zwrócić uwagę na wyniki badania zrealizowanego na zlecenie marki Lajkonik przez agencję SW Research: aż 70 proc. rodziców czyta swoim dzieciom co najmniej raz w tygodniu, a niemal połowa pozwala dziecku samodzielnie wybierać książki – co pokazuje, że wybór lektury pozostaje rodzinnym rytuałem, nie tylko biernym pobieraniem treści z ekranu.
Nie oznacza to jednak, że wydawcy prasy dziecięcej mogą ignorować cyfrową rzeczywistość. Z badania Novakid, przeprowadzonego wśród ponad 5 tysięcy rodzin z 15 krajów, w tym z Polski, wynika, że gry i aplikacje edukacyjne stanowią obecnie 52 proc. dydaktycznego czasu spędzanego przez dzieci w sieci, a 53 proc. rodziców uważa, że czas poświęcony nauce przed ekranem jest korzystny dla rozwoju dziecka. Redakcje i wydawnictwa działające na rynku prasy dziecięcej stoją więc przed zadaniem, które trafnie opisuje istotę współczesnego rynku medialnego: nie chodzi o wybór między drukiem a cyfrą, lecz o umiejętne łączenie obu światów – tak, by papierowe wydanie było punktem wyjścia do wspólnej aktywności online, a nie konkurentem dla aplikacji, z którą i tak dziecko prędzej czy później się zetknie.
Znaczenie samego aktu czytania na głos dla rozwoju mózgu dziecka podkreśla materiał edukacyjny przygotowany w ramach Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa 2.0. Autorzy zwracają uwagę, że regularne czytanie dziecku wspiera rozwój neuronów odpowiedzialnych za pamięć i koncentrację, a wspólna lektura pozwala w dowolnym momencie zatrzymać się, porozmawiać o obrazkach i emocjach, jakie wzbudza historia, oraz sprawdzić, co dziecko zapamiętało. To fundamentalna różnica w porównaniu z biernym odbiorem bodźców dźwiękowych i obrazowych – w trakcie oglądania filmu czy słuchania audycji uwaga znacznie łatwiej „ucieka” w inną stronę, podczas gdy lektura krok po kroku uczy mózg skupienia na treści i jej analizy.
Wydawcy prasy dziecięcej potwierdzają, że reakcja najmłodszych na papier pozostaje żywa i pozytywna. Jak mówi Joanna Lewińska, redaktor zarządzająca czasopism krzyżówkowych Wydawnictwa Bauer: – Dzieci nadal bardzo dobrze reagują na papier. Dla najmłodszych fizyczny kontakt z czasopismem jest ogromnie ważny: przewracanie stron, wskazywanie palcem elementów na ilustracji, rysowanie, kolorowanie, naklejanie, rozwiązywanie zadań. Papier daje doświadczenie sensoryczne, którego ekran nie zastąpi, i uczy koncentracji w spokojniejszym tempie niż media cyfrowe – zauważa.
Bogusław Michalec z Wydawnictwa Aksjomat zauważa podobnie. – Reakcja na tradycyjną papierową formę niemal zawsze jest pozytywna. Dziecko obcuje z przedmiotem, traktuje książkę czy egzemplarz pisma jako dodatkową, fizycznie istniejącą, zabawkę. To oczywiście plus – książka w każdej chwili może stać się namiotem dla lalek, mostem przerzuconym przez dolinę rzeki, którą wytyczyliśmy na dywanie, albo lądowiskiem helikoptera. To gra wyobraźni, którą jako wydawcy i rodzice chcemy zainicjować. Papier pozwala na coś, od czego oddaliły się cyfrowe podajniki treści. Dochodzą do tego ćwiczenia manualne, których absolutnie nie możemy lekceważyć – mówi. Jego zdaniem druk i cyfra mogą się przy tym uzupełniać. – Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by równolegle z obiegiem papierowym odsyłać czytelnika do technologii cyfrowej, poszerzając treści proponowane w tradycyjnym czasopiśmie. I tak na przykład świetnie sprawdza się zapewnienie czytelnikowi możliwości odsłuchania utworów muzycznych, których zapis nutowy i tekst pojawiają się na stronach magazynu, albo udostępnienie bazy zdjęć niemożliwej do opublikowania w całości na papierze – uważa.
Inaczej rozkłada akcenty Adam Frydrysiak z wydawnictwa Supełek, którego publikacje – zeszyty i bloki do samodzielnej pracy dziecka – z założenia wykluczają wersję ekranową. – Trudno nam się wypowiadać w imieniu wydawców tradycyjnych dziecięcych czasopism, ale nasze wydawnictwa są o tyle nietypowe, że nie służą do czytania, a do pisania w nich. Dlatego wersja cyfrowa w naszym przypadku się w ogóle nie sprawdza i jest niepotrzebna. Co prawda istnieją możliwości techniczne, aby dziecko rozwiązywało zagadki i łamigłówki w wersji elektronicznej, ale wobec wszystkich cyfrowych bodźców, otaczających najmłodszych z każdej strony, wolimy pozostać wierni gazetom papierowym, umożliwiającym relaks bez nadmiernego przebodźcowania światłem niebieskim emitowanym przez wszelkie ekrany – stwierdza Adam Frydysiak.
Przyciągnąć uwagę przedszkolaka
Publikacje poradni psychologiczno-pedagogicznych, powstające na bazie wiedzy o rozwoju dziecka w wieku przedszkolnym, wskazują na kilka obszarów kompetencji, które rozwija regularny kontakt z tekstem: komunikację, inteligencję emocjonalną, koncentrację oraz zdolność do rozpoznawania i nazywania uczuć. Dzieci w tym wieku są, jak podkreślają specjaliści zajmujący się edukacją czytelniczą w przedszkolach, naturalnymi odkrywcami świata – książki i czasopisma stają się dla nich narzędziem poznawania zarówno bliskich tematów, jak przyjaźń czy rodzina, jak i tych bardziej złożonych, na przykład przyrody czy dalekich podróży. Głośne czytanie w grupie przedszkolnej pełni przy tym podwójną funkcję: rozwija słownictwo i rozumienie złożonych struktur językowych, a jednocześnie – co szczególnie cenią nauczyciele – pozwala wyciszyć grupę po intensywnych zabawach ruchowych.
Z punktu widzenia redakcji przygotowujących treści dla przedszkolaków oznacza to, że najskuteczniejsza oferta łączy kilka elementów naraz: prostą, angażującą fabułę z rozpoznawalnym bohaterem, zadania i łamigłówki dopasowane do etapu rozwoju motoryki i percepcji, a także treści edukacyjne podane w formie zabawy, a nie wykładu. Model ten sprawdza się od dekad w tradycji polskiej prasy dla najmłodszych – od przedwojennego „Mojego Pisemka” po powojenne tytuły, które ukształtowały czytelnicze nawyki kolejnych pokoleń Polaków, w tym wielu dzisiejszych rodziców. To właśnie ich osobiste doświadczenie z dzieciństwa – wspomnienie własnej lektury sprzed lat – jest dziś, jak pokazują badania nad motywacją czytelniczą ojców, jednym z najsilniejszych argumentów przemawiających za tym, by wprowadzić własne dziecko w świat druku.
Bogusław Michalec z Wydawnictwa Aksjomat, pytany o to, co najlepiej przyciąga uwagę przedszkolaka, podkreśla, że skuteczność bierze się z równowagi między elementami, a nie z postawienia na jeden z nich. – Wszystkie te elementy łączą się i wspólnie budują to, co chcemy przekazać dzieciom. Nauka ujęta w zabawowe ramy przynosi najlepsze efekty. Jeśli chcemy zainteresować odbiorcę jakimś tematem, zagadnienie to musi zyskać odpowiednie ujęcie – na tyle atrakcyjne, by nie znudzić dziecka, a przeciwnie – wzbudzić w nim potrzebę przyswojenia jakiegoś segmentu wiedzy i chęć powracania do omawianej tematyki. Pod tym kątem konstruowana musi być również fabuła opowiadania, tak budowany bohater, w którym mały czytelnik (bądź słuchacz) odnajdzie a to siebie, a to kogoś z bliskiego otoczenia. Nawet najbardziej fikcyjna i fantastyczna sceneria musi zawierać coś, co dziecko zna z własnego otoczenia i do czego może się bezpośrednio odwołać – tłumaczy.
– Bohater – to podejmowane decyzje. Fabuła – to ciąg zdarzeń, w które jest zaangażowany. Nie ma lepszej metody, by w atrakcyjny sposób (czasami nie wprost, ale stawiając na pobudzenie myślenia) dać czytelnikowi przekaz dotyczący wartości, prawdy, właściwego postępowania – dodaje. Michalec zdradza też redakcyjną recepturę Wydawnictwa Aksjomat: – Dobry dobór wszystkich tych komponentów polega na umiejętnym dawkowaniu każdego z nich. Magazyn dla dzieci nie może być poświęcony jedynie jednemu rodzajowi ćwiczeń albo zapełnić się samymi opowiadaniami. W miesięczniku dla przedszkolaków powinno znaleźć się miejsce na ćwiczenia w pisaniu i liczeniu, próby czytania, a także rozrywkę w postaci łamigłówek. Tak właśnie, według takiego schematu, redagowane jest nasze „Abecadło” – dodaje Bogusław Michalec.
Podobne rozłożenie akcentów widać w wydawnictwach specjalizujących się w prasie rozrywkowo-edukacyjnej. – Najlepiej działają treści, które łączą kilka elementów: zabawę, edukację, łamigłówki, ciekawostki i aktywności twórcze. W czasopismach „Zabawa i Nauka”, „Krzyżówki Przedszkolaka” czy „Kolorowanki” staramy się pokazywać małym czytelnikom, ile przyjemności może dawać główkowanie, odkrywanie odpowiedzi i samodzielne dochodzenie do celu – mówi Joanna Lewińska z Wydawnictwa Bauer. Ważne jest przy tym, jak dodaje, aby wiedza o świecie trafiała do dzieci w sposób naturalny i dostosowany do wieku: – W naszych publikacjach pojawiają się krótkie ciekawostki, informacje o zwierzętach, przyrodzie, różnych miejscach, zwyczajach czy codziennych zjawiskach. Dzieci chłoną świat bardzo spontanicznie, dlatego warto podsuwać im tematy, które inspirują do zadawania pytań i rozmowy z dorosłymi – podkreśla.
Adam Frydrysiak z wydawnictwa Supełek zwraca z kolei uwagę na siłę rozpoznawalnych bohaterów i dodatków. – Wiek przedszkolny to okres w życiu dziecka, gdy interesują go postaci znane z kreskówek oraz historie z baśni czytanych i opowiadanych przez rodziców. Dzieci te chętnie poznają zasady funkcjonowania otaczającego ich świata na podstawie przygód ich ulubionych bohaterów. Dlatego też dużym zainteresowaniem wśród dzieci cieszą się czasopisma, korzystające z wizerunku tych znanych i lubianych postaci. Oczywiście – jeśli chodzi o prasę – to wciąż niesłabnącym powodzeniem cieszą się gazety z dodatkiem (gadżetem) dołączonym do czasopisma. Przedszkolaki bardzo chętnie – choć zupełnie nieświadomie – łączą zabawę z edukacją i poznawaniem świata – zauważa.
Dwa wieki prasy dla dzieci
Historia polskiego piśmiennictwa dla najmłodszych jest znacznie starsza, niż mogłoby się wydawać – w 2024 roku badacze prasy obchodzili dwusetną rocznicę powstania pierwszego polskiego czasopisma dla dzieci. Były nim „Rozrywki dla Dzieci”, wydawane w Warszawie w latach 1824–1828 przez Klementynę z Tańskich Hoffmanową – pedagoga, pisarkę i twórczynię polskiej literatury dziecięcej, publikujące biografie zasłużonych Polek i Polaków oraz powieści historyczne jej autorstwa. Już w 1830 roku Stanisław Jachowicz, współpracując z Kajetanem Ignacym Chrzanowskim, uruchomił „Dziennik dla Dzieci” – pismo ukazujące się aż sześć razy w tygodniu, co czyniło je, jak ustalili historycy prasy, pierwszym codziennym czasopismem dla dzieci w całej Europie; do końca istnienia ukazało się 299 jego numerów. W kolejnych dekadach XIX wieku ruch wydawniczy dla najmłodszych rozwijał się równolegle we wszystkich trzech zaborach – jak wynika z analiz historyków prasy, w latach 1824–1918 na ziemiach polskich ukazywały się ogółem 177 tytuły przeznaczone dla młodego odbiorcy. Prawdziwy rozkwit tej gałęzi prasy przypadł jednak na okres międzywojenny, gdy wokół założonego w 1917 roku „Płomyka” Janiny Porazińskiej powstała cała rodzina tytułów – „Płomyczek”, „Moje Pisemko” czy „Poranek” – a rozwój ten przerwał dopiero wybuch II wojny światowej. Najstarszym wciąż wydawanym czasopismem dla dzieci w Europie jest „Świerszczyk”, który po raz pierwszy ukazał się 1 maja 1945 roku w wyzwolonej Łodzi i – dziś pod skrzydłami wydawnictwa Nowa Era – nadal pełni tę samą funkcję, którą pełnił niemal osiemdziesiąt lat temu: uczy czytania i rozwija wyobraźnię najmłodszych.
Podobne, długowieczne marki funkcjonują na większości dużych rynków medialnych świata. W Stanach Zjednoczonych flagowym przykładem pozostaje „Highlights for Children”, założony w 1946 roku przez pedagogów Garry’ego Clevelanda Myersa i Caroline Clark Myers – wydawnictwo nigdy nie przyjmowało reklam, a jego sześć tytułów, dopasowanych do wieku dziecka, sprzedaje się dziś w łącznym nakładzie sięgającym miliona egzemplarzy miesięcznie. W Wielkiej Brytanii rolę tę pełni „CBeebies Magazine”, uruchomiony w 2006 roku jako drukowane rozszerzenie kanału telewizyjnego BBC dla najmłodszych i łączący bohaterów znanych z telewizji – takich jak Bing czy Hey Duggee – z historyjkami i łamigłówkami na papierze. We Francji rynek zdominowało założone w 1870 roku wydawnictwo Bayard Presse, którego flagowy magazyn dla przedszkolaków „Pomme d’Api” wychodzi nieprzerwanie od 1966 roku – to na jego łamach zadebiutował Mały Niedźwiedź Brunek, jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci francuskiej kultury dziecięcej. W Niemczech najstarszym wciąż wydawanym tytułem jest „Bummi”, ukazujący się od 1957 roku – powstał jeszcze w NRD, u szczytu popularności w połowie lat sześćdziesiątych osiągał nakład 736 300 egzemplarzy, a po zjednoczeniu Niemiec trafił do oferty wydawnictwa Bauer Verlag, gdzie jest wydawany do dziś. Wspólny mianownik tych przykładów jest wyraźny: dobrze zbudowana marka czasopisma dla najmłodszych potrafi przetrwać zmiany polityczne, technologiczne i pokoleniowe znacznie lepiej niż większość innych segmentów prasy.
Rodzic jako inwestor
Postawy polskich rodziców wobec czytania dziecku pokazują dane, które warto przywołać w rozmowie o roli prasy dziecięcej. Ponad 74 proc. ojców w Polsce deklaruje, że czyta swoim dzieciom regularnie – 31,5 proc. robi to codziennie, a 42,8 proc. kilka razy w tygodniu. Najczęściej postrzegają tę aktywność jako okazję do budowania bliskości lub po prostu jako wspólną przyjemność – tylko 12 proc. ojców traktuje czytanie dziecku jako obowiązek.
Dla wydawców i redakcji prasy dziecięcej oznacza to konieczność zmiany narracji marketingowej. Czasopismo kupowane dla przedszkolaka nie powinno być komunikowane rodzicom wyłącznie jako produkt edukacyjny czy rozrywkowy, lecz jako pretekst do wspólnie spędzonego czasu – rytuał, w którym dorosły i dziecko przez kilkanaście czy kilkadziesiąt minut skupiają się razem na jednej rzeczy, bez powiadomień i rozpraszaczy. W tym sensie regularny zakup magazynu dla przedszkolaka jest inwestycją nie tylko w kompetencje czytelnicze dziecka, lecz również w jakość relacji rodzinnej.
Zmieniające się oczekiwania rodziców wobec prasy dziecięcej widać też z perspektywy samych wydawców. Bogusław Michalec z Wydawnictwa Aksjomat zwraca uwagę, że rynek medialny jako całość uległ presji „trzech Z”. – Rewolucja cyfrowa, a ogólniej przemiany, które dokonały się w mediach, mocno zmieniły sposoby podawania informacji, a także oczekiwania, które wobec środków przekazu mieli odbiorcy. Krytycy określają te przemiany sformułowaniem »trzech Z«: za szybko, za dużo, zbyt powierzchownie. Również rynek prasy dziecięcej nie jest wolny od skażenia trzema Z, choć tutaj z racji wieku odbiorcy na szczęście nie wszystko uległo tym postępującym zmianom – tłumaczy. Jak zastrzega, nie brakuje rodziców szukających łatwej rozrywki. – Nie można wykluczyć, że są rodzice, którzy poszukują dla swych pociech szybkiej, łatwej i szokującej kolorami rozrywki, która nie niesie ze sobą nic, poza chwilowym uśmiechem i pozornym zadowoleniem dziecka. A jednak, bazując na wieloletnim doświadczeniu, możemy stwierdzić, że większość rodziców poszukuje formuły, której stawia się pewne konkretne wymagania: powinna być dostosowana do wieku dziecka, powinna być kształcąca, mądra i nieść ze sobą treści pozostające w zgodzie ze światopoglądem rodzinnego domu. Czasopismo dla dziecka ma zawierać nie tylko ciekawe dla niego łamigłówki i ćwiczenia, ale powinno dobierać je tak, by przekaz z nich wynikający był czytelny i łatwy do zapamiętania. Prasa dziecięca to znakomite pole do kształcenia literackiego czy szerzej: estetycznego. Jakość publikowanych utworów literackich, a także ich graficzna oprawa, są sprawami najwyższej wagi. W dużej mierze od tej jakości zależeć będą późniejsze wybory estetyczne. Każdy świadomy rodzic bierze to pod uwagę, kupując takie lub inne czasopismo dla swojego dziecka – mówi Bogusław Michalec.
Adam Frydrysiak z wydawnictwa Supełek przyznaje, że jego firma nie prowadziła w tym zakresie własnych badań, ale ocenia oczekiwania rodziców jako stabilne. – Wydaje nam się, że te oczekiwania są cały czas jednakowe, to znaczy czasopismo dla dziecka musi być interesujące graficznie, aby wzbudzić zainteresowanie młodego czytelnika, a merytorycznie pomagać w rozwoju dziecka, nie powodując jego znużenia, lecz przeciwnie, ciekawić swojego odbiorcę – odpowiada. – Naszym zdaniem większość rodziców jest świadoma faktu, że kontakt ich pociech z prasą pomaga w rozwoju umysłowym dzieci. Natomiast jak przekonać tych, którzy tego nie dostrzegają? Zapewne świetnym rozwiązaniem byłaby jakaś kampania społeczna, zachęcająca rodziców do dbania o rozwój intelektualny najmłodszych – dodaje.
Bardzo podobne zjawisko obserwuje Joanna Lewińska z Wydawnictwa Bauer. – Rodzice są obecnie bardzo świadomymi odbiorcami. Oczekują, że czasopismo nie tylko będzie się podobało dziecku, ale również, że będzie miało wartość edukacyjną. Zwracają uwagę na język, bezpieczeństwo treści, obecność elementów edukacyjnych, a także na to, czy magazyn wspiera umiejętności ważne na danym etapie rozwoju malucha. Dla nas oznacza to konieczność tworzenia treści atrakcyjnych dla dziecka, ale jednocześnie wiarygodnych dla rodzica. Dobry magazyn dziecięcy musi łączyć radość zabawy z odpowiedzialnością edukacyjną – podsumowuje.
Troska o uwagę
Pytanie o to, jak przekonać rodziców, że czasopismo dla dziecka to inwestycja, a nie tylko zakup rozrywki, to kluczowa kwestia dla wielu wydawców. Bogusław Michalec przyrównuje wczesną edukację czytelniczą do budowania drabiny. – Każdy rozwój zakłada istnienie wysiłku, który trzeba wykonać, by cel został osiągnięty. W przypadku rozwoju dziecka ten wysiłek to fizyczne poświęcenie rodziców, rezygnacja z czegoś, nakład finansowy. Rzecz jasna w imię miłości gotowi jesteśmy do takich wyrzeczeń, a dodatkowo wiemy lub przynajmniej zakładamy, że dzisiejsza inwestycja zaowocuje jutrzejszymi zyskami dla naszych pociech – ocenia. I dodaje: – Nie inaczej sprawy mają się z nakładami na edukację dziecka, których częścią jest zakup pierwszego czasopisma. Dużym błędem jest myślenie w rodzaju: „wybierze sobie samo, jak podrośnie”. Na etapie przedszkolnym i wczesnoszkolnym ważny jest każdy tydzień i miesiąc. Zakup dobrego magazynu przeznaczonego dla maluchów to zaproszenie do poznawania świata i zdobywania umiejętności. Przyrównać to można do zamontowania pierwszego szczebla w drabinie. Z czasem dokładać będziemy następne, ale nie uda się na nie wskoczyć bez tego pierwszego, najważniejszego stopnia.
Konkretnych argumentów szuka też Joanna Lewińska z Wydawnictwa Bauer. – Odbiorcę przekonuje konkret. Rodzic powinien widzieć, co dziecko zyskuje dzięki kontaktowi z magazynem. Wydawane przez nas tytuły rozwijają wiele konkretnych umiejętności, takich jak czytanie, pisanie, liczenie, koncentracja, słownictwo, wyobraźnia, logiczne myślenie i sprawność manualna – mówi. Jak dodaje, świadomy rodzic wie, że czasopisma dziecięce to z jednej strony wspólne spędzanie czasu, a z drugiej samodzielna praca dziecka podana w formie zabawy. – Wartościowe czasopismo dziecięce jest więc zarówno narzędziem budowania relacji, jak i przestrzenią do samodzielnego odkrywania i pogłębiania umiejętności – podkreśla Joanna Lewińska.
Kinga Frydrych-Siemiątkowska ze Story House Egmont ujmuje ten problem szerzej, jako wyzwanie pokoleniowe, które zaczyna się od samych dorosłych. – Są dwie złe wiadomości i jedna dobra: my jako dorośli zachłysnęliśmy się cyfrową rozrywką, krótkimi treściami, które, przyznajmy, nie wymagają przesadnego zaangażowania intelektualnego. Druga zła jest taka, że tę przeważnie prymitywną rozrywkę pokazaliśmy dzieciom, a one przecież czerpią z nas przykład i domagają się ruchomych obrazów i intensywnych bodźców – mówi. – Dopóki dzisiejsi rodzice się nie ockną, nie ma szans, że przyszłe pokolenie będzie rozumne i w pełni korzystające ze swojego potencjału. To dzieciństwo jest momentem, w którym objawiają się talenty i odpowiednio rozwijane, kształtują mądrego dorosłego. Dziecko samo nie rozwinie swoich zdolności, potrzebuje wsparcia rodzica. I tu czas na dobrą wiadomość: coraz powszechniejsza staje się wiedza o olbrzymim pozytywnym wpływie prasy drukowanej i książek na rozwój dziecka. Jest zatem światełko w tunelu, że dzisiejsze dzieci będą w przyszłości mądrymi dorosłymi – dodaje Kinga Frydrych-Siemiątkowska.
KINGA SZYMKIEWICZ
DARIUSZ MATEREK
W artykule wykorzystano materiały i publikacje z następujących źródeł: CBOS, edukacja.rp.pl, Biblioteka Narodowa, Portal Rynek Książki, Instytut Książki, Fundacja Powszechnego Czytania, Główny Urząd Statystyczny, Rynek Książki, Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa 2.0, Babygo.pl, Strefa Edukacji, Powiatowa Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna w Wałbrzychu, BrainProgress, Wikipedia, dzieje.pl, Lubimyczytac.pl, Swierszczyk.pl, Nostalgia.pl, PBC, Press.pl.